Reklama

Kościół

Wielki Odpust Tuchowski: „Maryja uczy radości z pojednania”

Już od godziny 5:30 kuranty kościelnej wieży wzywały pielgrzymów do modlitwy u stóp Matki Bożej Tuchowskiej. Tematem piątego dnia Wielkiego Odpustu Tuchowskiego były słowa: „Maryja uczy radości z pojednania”. Poranna Msza Święta o godzinie 6:00, której przewodniczył o. Marek Mirus, zgromadziła w tuchowskiej bazylice wielu wiernych. Zaraz po jej zakończeniu zebrani przywitali Matkę Bożą śpiewem Godzinek ku Jej czci.

[ TEMATY ]

odpust

Br. Aleksander Ćwika CSsR

Zobacz zdjęcia: Wielki Odpust Tuchowski: „Maryja uczy radości z pojednania”

O godzinie 7:00 do kaplicy polowej wkroczyła procesja kapłanów z asystą liturgiczną, aby celebrować Eucharystię. Głównym celebransem i kaznodzieją był o. Zbigniew Bruzi. Podczas homilii dał on nam przykład drzewa owocującego i drzewa uschniętego. W życiu człowieka są takie okresy, gdy jesteśmy pełni życia i wydajemy owoce dobrych uczynków, są też okresy posuchy, w których przypominamy drzewa uschnięte. Kiedy wydajemy owoce, możemy również dawać świadectwo, być wzorem pięknego i dobrego życia. Tą, która wydała najwspanialsze owoce, była Maryja. Liczny udział w Wielkim Odpuście Tuchowskim świadczy o tym, że zachwycamy się pięknem Matki Najświętszej. Ona, gdy do Niej przychodzimy, prowadzi nas do Jezusa, ponieważ chce, byśmy przy Nim byli szczęśliwi, chce pojednać nas ze swoim Synem, bo tylko gdy przyjmiemy łaskę pojednania, możemy zaowocować radością. O. Zbigniew zachęcił nas też, abyśmy brali przykład od naszej Matki. Zaznaczył on również, że kiedy wracamy do Boga, poprzez nawrócenie i sakrament spowiedzi, to ogarnia nas radość, ale ta radość ma źródło w radości Boga, bo to On jest pierwszym, który raduje się z naszego nawrócenia. Kiedy błądzimy, On jest smutny, Bóg pragnie naszego dobra, byśmy mogli być z Nim szczęśliwi. Dlatego właśnie „Większa będzie radość w niebie z jednego nawróconego niż ze stu, którzy nawrócenia nie potrzebują”. Dlatego właśnie starajmy się sprawiać radość Bogu, bo z Jego radości czerpiemy i my. Kiedy grzeszymy, w naszym życiu pojawia się nieporządek, przez który nie możemy wydawać dobrych owoców, nie możemy być radośni. Kaznodzieja zaznaczył też, że bardzo ważna jest jedność między nami, jedność w rodzinach, jedność z naszymi bliskimi. Musimy umieć przebaczać, bo w przebaczeniu jest wieka moc poruszania skamieniałych serc, przerywania konfliktów i odrzucania nienawiści. Kiedy jednamy się z Bogiem, kiedy jednamy się z drugim człowiekiem, wydajemy owoce radości. Na koniec ojciec wezwał pomocy Matki Najświętszej, by to Ona uczyła nas przebaczać.

Przed kolejną Mszą Świętą bracia klerycy tuchowskiego seminarium poprowadzili kwadrans modlitwy o powołania. Przedstawili oni charyzmat Zgromadzenia Najświętszego Odkupiciela, a br. Tomasz Marcinek opowiedział pielgrzymom świadectwo swojego powołania.

O godzinie 9:00 rozpoczęła się Eucharystia pod przewodnictwem o. Kazimierza Głaza, na którą przybyły Wspólnoty dla Intronizacji Najświętszego Serca Pana Jezusa. Kazanie ponownie wygłosił o. Zbigniew Bruzi. Przedstawił nam on przykład przydrożnego krzyża, obok którego zasadzono dwa drzewa. Po czasie jedno uschło, a drugie rosło bujne i zielone. Jest to obraz chrześcijanina, który przez chrzest nie tylko jest blisko Chrystusa, ale jest w Niego wszczepiony. Niestety, nie każdy, dzięki korzeniom swego chrztu, czerpie łaski, by żyć dobrze i wydawać owoce. Niektórzy nie czerpią od Ducha Świętego jego łaski, nie starają się żyć swoją wiarą i ich życie przypomina drzewo uschnięte. O. Zbigniew ponownie zwrócił też naszą uwagę na Matkę Bożą. Ona - jako najwspanialszy przykład i Nauczycielka prawdziwego życia - może nauczyć nas, jak przyjmować dary Ducha Świętego i korzystać z nich oraz ich owoców. Także teraz kaznodzieja przedstawił nam obraz dobrego i miłosiernego Boga Ojca, który z naszego nawrócenia cieszy się nawet bardziej niż my sami. Przypomniał nam on, że nasza dobra spowiedź sprawia Bogu ogromną radość, a On jakby udziela nam swojego szczęścia. O. Zbigniew pouczył nas też, byśmy od Matki uczyli się przebaczać bliźnim, ponieważ pojednanie daje pokój serca i zawsze owocuje radością. Przemówił on także do zebranych uczestników pielgrzymki Wspólnot dla Intronizacji NSPJ, aby wpatrzeni w Serce Pana Jezusa z niego czerpali łaski, aby zawsze dążyli do pojednania, a wtedy radość, płynąca z Bożego Serca, będzie na pewno ich udziałem.

Reklama

Po kolejnym kwadransie powołaniowym, poprowadzonym przez braci kleryków, rozpoczęła się Msza Święta pod przewodnictwem ks. inf. Władysława Kostrzewy z Tarnowa. Na placu licznie zgromadzili się członkowie pielgrzymki przyjaciół misji zagranicznych i wspierających misje. Homilię głosił o. Zbigniew Bruzi. Przypominał nam on, że trwałą, prawdziwą radość możemy osiągnąć tylko z pojednania z Bogiem i ludźmi. Nawiązując do odczytanej Ewangelii o zgubionej drachmie, zwrócił naszą uwagę na wagę sakramentu spowiedzi, w którym nawracający się grzesznik sprawia wielką radość Bogu swoim powrotem do Ojca. Jednak to przebaczenie, które otrzymujemy, zobowiązuje nas też, by przebaczać innym. Takie przebaczenie ma moc przemiany serca tego, któremu darujemy winy. Potem kaznodzieja podał wzruszający przykład seryjnego mordercy, który pozostawał niewzruszony, kiedy był oskarżony przez sąd, przez rodziny ofiar aż do momentu, gdy starszy już ojciec jednej z zamordowanych powiedział, że pomimo iż jest to trudne, to on mu wybacza. Wtedy oskarżony, pełen skruchy, wzruszył się i błagał o wybaczenie. Na koniec padły słowa, skierowane do zebranych przyjaciół misji zagranicznych i osób wspierających misje, w których ojciec zaznaczył, że dzięki ich pomocy, do wielu osób dotrze dobra nowina, a także przebaczenie w sakramencie spowiedzi i jedność wspólnoty Kościoła. Na koniec Mszy Świętej tradycyjnie wierni obeszli bazylikę w procesji, której towarzyszyły pieśni eucharystyczne i dźwięk dzwonów.

Kwadrans przed Godziną Miłosierdzia odmówiliśmy Koronkę do Miłosierdzia Bożego, poprowadzoną przez braci kleryków. Pomimo przelotnego deszczu, przed ołtarzem polowym zgromadzili się już wierni, w tym uczestnicy pielgrzymki osób chorych i niepełnosprawnych, pracowników służby zdrowia oraz pracowników CARITAS i DPS. Wraz z dźwiękiem dzwonów, które wybiły godzinę 15:00, na plac sanktuaryjny wkroczyła procesja, rozpoczynając Mszę Świętą pod przewodnictwem JE Ks. Bp Stanisława Salaterskiego. Jego Ekscelencja wygłosił też kazanie do wszystkich zebranych. Rozpoczął on homilię od skierowania naszego spojrzenia na Najświętszy Sakrament, który nas uświęca i napełnia łaską. Jednak, byśmy mogli przyjmować Komunię, musimy przystępować do sakramentu pojednania. Kiedy trwamy w grzechu, jesteśmy smutni, markotni, boimy się jutra. Mamy być od tego wolni na wzór Maryi, która całe swoje życie wytrwała bez grzechu. Jest Ona jakby dowodem, że z Bogiem dobre życie jest możliwe. Ona też musiała pogodzić się z wolą Boga, kiedy poznała Jego plany i powiedziała swoje „fiat”. Z Jej pomocą mamy też dążyć do pojednania z innymi ludźmi, pomimo powstających zranień i podziałów. Bo taka postawa niesie ze sobą radość. Każdy musi też pojednać się z samym sobą, zaakceptować to, jakim uczynił mnie Bóg, pogodzić się z tym, co otrzymałem. Następnie Ksiądz Biskup przypomniał nam, że choroba nie jest karą, ale - przeżywana z wiarą - może stać się łaską i wielką mocą w modlitwie. Na koniec homilii Biskup Stanisław zawierzył wszystkich obecnych, szczególnie chorych, niepełnosprawnych i tych, którzy im w tych trudach towarzyszą, opiece Matki Bożej.

Pielgrzymi uczcili Najświętszą Maryję Pannę modlitwą różańcową na dróżkach o godzinie 16:00. Droga krzyżowa na placu sanktuaryjnym odbyła się punktualnie o godzinie 17:15 a rozważania Męki Pańskiej poprowadzili bracia klerycy. Niedługo później, o godzinie 18:00, rozpoczęły się Nieszpory Maryjne, poprowadzone przez o. Witolda Radowskiego, przełożonego tuchowskiej wspólnoty redemptorystów.

Reklama

Eucharystia o godzinie 18:30 była sprawowana przez JE Ks. Bp Wiesława Lechowicza. Zebrali się na niej uczestnicy pielgrzymki czcicieli Matki Bożej Nieustającej Pomocy, Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny oraz przyjaciół Radia Maryja. Homilię wygłosił także Ks. Biskup. Rozpoczął on od zacytowania słów Prymasa Polski Kardynała Hlonda, słów w których Prymas przestrzegał, że „kultura” podziału i nienawiści prowadzi do upadku moralnego człowieka. Słowa te, wypowiedziane ponad 100 lat temu, wydają się dziś szczególnie aktualne, ale człowiek jakby naturalnie dąży do podziałów i niezgody. Dlatego właśnie Jezus chciał, by apostołowie „stanowili jedno”. Gdy posyłał ich, by głosili Ewangelię aż po krańce ziemi, modlił się właśnie o ich jedność. Samym apostołom zdarzało kłócić się, który z nich jest największy. Jezus jednak nie tylko modlił się o jedność, ale też dawał wiele przykładów pojednania. Do Judasza, który właśnie Go zdradzał, powiedział „przyjacielu”, gdy był krzyżowany, przebaczył oprawcom mówiąc: „Przebacz im Panie, bo nie wiedzą, co czynią” i z otwartymi ramionami przyjął Piotra, który przecież wcześniej się Go zaparł. Także Maryja uczy nas radości z pojednania. Matka Boża swoją radość czerpała ze zjednoczenia z Bogiem. Z miłości do Boga i posłuszeństwa Jego woli. My w najpełniejszym zjednoczeniu z Jezusem mamy udział podczas Komunii Świętej. Jest to bliskość nieporównywalna z jakąkolwiek ludzką bliskością. Jakiś Jej obraz może stanowić wizerunek matki w stanie błogosławionym, gdy Jej ciało i ciało dziecka stanowią jakby jedno. Jednak by przyjąć komunię, trzeba być pojednanym, przede wszystkim z Bogiem, ale także z ludźmi, a takie pojednanie kosztuje. Kosztuje klęknięcie u kratek konfesjonału, kosztuje przebaczenie komuś jego win, kosztuje przyznanie się do swoich błędów, kosztuje modlitwa za tych, którzy nam uczynili coś złego. Potem kaznodzieja zachęcił nas, byśmy mieli wiarę w moc modlitwy. Modlitwa to nie są tylko pobożne życzenia, ale prawdziwa rozmowa z Dobrym Ojcem. On chce nas słuchać i wytrwała modlitwa może wiele wyjednać. Modlitwa jest szczególnie ważna w pojednaniu. Tam gdzie zgoda wydaje się niemożliwa, modlitwa może zdziałać cuda. Na koniec Ksiądz Biskup zachęcił nas, byśmy Maryję prosili o pomoc w jednaniu się z Bogiem i bliźnimi. Msza Święta zakończyła się procesją eucharystyczną, w której wierni, podczas uroczystego śpiewu, ponieśli feretrony oraz figury świętych. Procesja zakończyła się w bazylice, gdzie pielgrzymi odmówili modlitwę Anioł Pański.

Tego dnia o godzinie 20:00, w ramach Wieczoru Maryjnego, nie odbył się żaden koncert, a czuwanie młodzieżowe z redemptorystami. Powitały nas pieśni przygotowane przez scholę. Czuwanie rozpoczęliśmy od wysłuchania słów Ewangelii o zmartwychwstaniu Pana Jezusa. Następnie zabrała głos s. Franciszka Wanat, Franciszkanka Szpitalna. Odniosła się ona do kobiet, które chciały namaścić Pana, lecz nie znalazły Go w grobie. Porównała to zdarzenie do tęsknoty, głodu spotkania z Jezusem. Następnie siostra przeszła do tematu naszego spotkania, czyli do przyjaźni. Stwierdziła, że każdy z nas miał do czynienia z przyjaźnią, każdy został nią w jakiś sposób „naznaczony”. Pan Bóg także zaprasza nas do przyjaźni. Siostra odniosła się też do budowy słowa „przyjaźń”. Bóg, będąc naszym przyjacielem, ma nas „przy” swojej „jaźni”, ma nas blisko swojej osoby, blisko umysłu, nie ukrywa przed nami swoich myśli. Bóg zaprasza nas do swojego życia, do odkrywania swoich tajemnic. On także zna moje tajemnice, nawet te, których ja nie znam. On wie, jak do mnie mówić, jak mi pomóc. Siostra porównywała przyjaźń ludzką z przyjaźnią z Bogiem. Zaznaczyła, że Bóg nie obraża się, kiedy coś robimy nie po jego myśli, nie kontroluje nas jak policjant, lecz szanuje naszą wolność, chce byśmy byli szczęśliwi, ale nas do tego nie zmusi. W przyjaźni bardzo ważna jest współpraca. Siostra przestrzegła nas też przed nadużywaniem słowa przyjaźń. Przyjaźń to więź bardzo szczególna, która nie słabnie tak po prostu z czasem, która nie kończy się, bo już nie chodzimy do tej samej szkoły, bo mieszkamy w innych miastach. Do przyjaźni nie można też zmusić, do przyjaźni można tylko zaprosić. S. Franciszka zakończyła zachęcając nas, byśmy każdego dnia budowali relację z Bogiem, relację prawdziwej przyjaźni.

Po konferencji rozpoczęła się Adoracja Najświętszego Sakramentu, prowadzona przez braci kleryków. Modlitwę śpiewem prowadziła schola złożona z młodzieży związanej z redemptorystami i braci kleryków.

Chwilę po 22:00 rozpoczęła się Msza Święta, której przewodniczył o. Grzegorz Gut, a homilię wygłosił o. Wacław Zyskowski. Zaczął on od przywołania dwóch fragmentów Pisma Świętego, mówiących o przyjaźni, o Marcie Marii i Łazarzu oraz o uzdrowieniu Teściowej Piotra. W tych fragmentach, Jezus wchodzi do swoich przyjaciół do domu. Dom może być pięknym budynkiem, tym, z czego jesteśmy dumni, kiedy jest ładny i posprzątany, lecz dom wiąże się z największą intymnością, czasem są w nim miejsca, których możemy się wstydzić. Przyjaźń oznacza wpuszczenie kogoś do całego „domu” mojego życia. W relacji, która przeradza się w przyjaźń, przychodzi taki moment, że przychodzimy do siebie do domu, a z czasem wiemy, że możemy przyjść w każdej chwili, nawet bez zapowiedzi. Rodzina Marii Marty i Łazarza była w bardzo bliskiej przyjaźni z Jezusem. Jezus przychodził do nich często i dobrze czuł się u nich w domu. Marta natomiast nie bała się zwrócić Nauczycielowi uwagi: „Panie, czy Ci to obojętne, że moja siostra zostawiła mnie samą przy usługiwaniu? Powiedz jej, żeby mi pomogła.” Właśnie taką relację możemy i my budować z Jezusem. Relację, w której nie trzeba czekać na przyjaciela, nie trzeba umawiać się trzy dni wcześniej i upewniać się, czy jesteśmy mile widziani. Kościół ma być dla nas domem Przyjaciela, do którego zawsze możemy przyjść z wizytą. Jezus ma być Przyjacielem, z którym zawsze możemy porozmawiać, choćbyśmy musieli, jak Marta, napomnieć Go: „Czy obojętne są Ci moje problemy? Pomóż mi!”, by On z uśmiechem mógł nam odpowiedzieć: „Zostaw to mnie”.

Eucharystia zakończyła się około godziny 23:00, była to ostatnia Msza Święta przewidziana na piąty dzień Wielkiego Odpustu Tuchowskiego.

Serdecznie zapraszamy do Tuchowa, by w najbliższych dniach nawiedzić Matkę Najświętszą podczas Jej wielkiego święta!

2019-07-07 10:21

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Msza św., która pozostanie na zawsze w pamięci. Wspomnienie papieskiej wizyty

2020-05-25 23:31

[ TEMATY ]

papież

Jan Paweł II

sumienie

odpust

Podbeskidzie

MJscreen

Biskup Roman Pindel nawiązał w Skoczowie do tematyki sumienia podjętej przez Papieża na skoczowskiej Kaplicówce w 1995 r.

Papieskie słowa, wypowiedziane 25 lat temu na skoczowskiej Kaplicówce, przypomniał biskup Roman Pindel w okolicznościowej homilii wygłoszonej na diecezjalnym odpuście ku czci św. Jana Sarkandra, który 400 lat temu zmarł śmiercią męczeńską, dochowując tajemnicy spowiedzi. Biskup podkreślił, że Msza św., którą odprawił Papież 22 maja 1995 r. w Skoczowie, pozostanie na zawsze w pamięci diecezji.

Człowiek wierzący powinien pamiętać, że w jego sumieniu przemawia Duch Święty. Ten Duch mówi nie tylko, co jest dobre i złe, ale też skłania człowieka do żalu i ufności w miłosierdzie Boże. Duch Święty daje więcej, niż sam zapis przykazań Bożych. On także daje moc do wypełniania przykazań Bożych, czasami aż do umocnienia w gotowości na śmierć męczeńską i dawania świadectwa o swej wierze – mówił bp Roman Pindel na Mszy św. odpustowej, sprawowanej w niedzielę 24 maja w Skoczowie. W tym dniu na Kaplicówce miał się odbyć tradycyjny odpust ku czci św. Jana Sarkandra, poprzedzony procesją na wzgórze i połączony z uroczystym dziękczynieniem za jubileusze – 25-lecia wizyty papieskiej i 25-lecia kanonizacji św. Jana Sarkandra.

(Na skoczowskim wzgórzu Kaplicówka Papież Jan Paweł II odprawił 22 maja 1995 r. Mszę św. dziękczynną za kanonizację św. Jana Sarkandra, której dokonał dzień wcześniej w czeskim Ołomuńcu).

Stało się jednak inaczej – uroczystość była skromna, bez procesji na wzgórze z udziałem setek kapłanów i wiernych z całej diecezji. Odbyła się w kościele parafialnym Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Skoczowie przy udziale niewielkiego grona kapłanów i wiernych. W związku z panującą sytuacją epidemiczną pozostali uczestnicy łączyli się przez transmisję internetową.

Mszy św. przewodniczył biskup Roman Pindel w koncelebrze z miejscowym proboszczem ks. Witoldem Grzombą i sekretarzem biskupa ks. Piotrem Górą. – Msza św. sprawowana przez Papieża nazajutrz po kanonizacji św. Jana Sarkandra w Ołomuńcu pozostanie na zawsze w pamięci naszej diecezji. Usłyszeliśmy wtedy programowe i zarazem ponadczasowe słowo na temat sumienia. Wypowiedział je w określonych warunkach politycznych i społecznych, w początkach nowego kształtu społeczno-politycznego naszej ojczyzny. Dziś także słowo Papieża powinno nas pouczać – zwłaszcza wtedy, gdy dostrzegamy głębokie podziały w społeczeństwie, zawziętość i agresję, a nawet tworzenie fałszywych wiadomości dla dyskredytowania przeciwnika. Z wdzięcznością wspominamy podjęte przez Papieża na Kaplicówce tematy, takie jak sumienie i nasze posłuszeństwo wobec jego głosu oraz konieczność podejmowania decyzji w sprawach osobistych i społecznych według dobrze ukształtowanego sumienia – powiedział bp Roman Pindel.

Zauważył przy tym, że odpowiedzialność w sumieniu człowieka polega też na tym, że kiedy człowiek stanie na końcu swojego życia przed Bogiem, zobaczy zestawienie wszystkich głosów swojego sumienia i odpowiadające im czyny. Dlatego wielka jest odpowiedzialność chrześcijanina za posłuszeństwo wobec sumienia i za jego stan.

MJscreen


Na zakończenie uroczystości biskup otrzymał od skoczowskiej parafii w darze kopię obrazu z wizerunkiem św. Jana Sarkandra, który znajduje się na co dzień w kaplicy – miejscu narodzenia Świętego. Otrzymał również kopię medalika z 1860 r. wybitego w Ołomuńcu z okazji beatyfikacji męczennika, reprint wydawnictw wydanych z okazji 300-lecia śmieci Jana Sarkandra i dary od związku pszczelarzy. Po Mszy św. biskup wraz z kapłanami i wiernymi odmówił Litanię do św. Jana Sarkandra przed ołtarzem i relikwiami męczennika.

CZYTAJ DALEJ

Kard. Nycz: Kard. Wyszyński zasługuje na wielką, a nie kameralną beatyfikację

2020-05-27 13:26

[ TEMATY ]

kard. Kaziemierz Nycz

beatyfikacja

kard. Kazimierz Nycz

www.prymaswyszyński.pl

kard. Stefan Wyszyński

- Rozważaliśmy wariant przewidujący zorganizowanie bardzo kameralnej beatyfikacji, z udziałem kilkudziesięciu osób, na przykład w katedrze. Nie zdecydowaliśmy się na to uznając, że trzeba umożliwić udział w tym wydarzeniu wszystkim chętnym z Polski i ze świata - przyznaje w rozmowie z KAI kard. Kazimierz Nycz. Wyjaśnia, że będzie to dodatkowy czas na poznawanie spuścizny Prymasa, który doskonale wykorzystał okres swego odosobnienia. Z okazji przypadającej jutro 39. rocznicy śmierci Prymasa Tysiąclecia, przypominamy fragmenty rozmowy z kard. Nyczem, przeprowadzonej przed kilkoma tygodniami.

Tomasz Królak (KAI): Niedziela, 7 czerwca, nie będzie wyglądała tak, jak sobie wyobrażaliśmy...

Kard. Kazimierz Nycz: To prawda. Beatyfikacja Prymasa Polski na Placu Piłsudskiego miała być wielkim dziękczynieniem za życie i dzieło Stefana Wyszyńskiego. Przygotowania, jakie podjęliśmy pół roku temu szły pełną parą. Pandemia pokrzyżowała plany. Stanęliśmy przed bardzo trudną decyzją. Staraliśmy się czekać jak najdłużej, z nadzieją, że duża uroczystość, godna Wyszyńskiego będzie możliwa, ale nie można było dłużej czekać. Światło w tunelu było bardzo słabo widoczne, stąd - po zaakceptowaniu tej decyzji przez Stolicę Apostolską - ogłosiłem bezterminowe zawieszenie tego wydarzenia. A kiedy będzie ono możliwe do zorganizowania, tego po prostu dziś nie wiemy.

Przyznam, że rozważaliśmy wariant przewidujący zorganizowanie bardzo kameralnej beatyfikacji, z udziałem kilkudziesięciu osób, na przykład w katedrze. Nie zdecydowaliśmy się na to uznając, że trzeba umożliwić udział w tym wydarzeniu wszystkim chętnym z Polski i ze świata bo, po prostu, "zasługuje" na to sam Błogosławiony. Beatyfikacja odbędzie się zgodnie z pierwotnym zamysłem, a więc na Placu Piłsudskiego.

KAI: Wydarzenie zostało zawieszone, ale duchowe przygotowania mogą iść swoim torem. Jak dobrze wykorzystać ten dodatkowy, nieoczekiwany i nie wiadomo jak długi czas?

- Wierzymy, że Bóg kieruje wszystkim a zatem i w to, że rzeczywiście jest to dodatkowy, dany nam, czas. Chciałbym, żeby to przygotowanie, przez poznawanie postaci Wyszyńskiego, jego życia i dzieła trwało nadal. Żeby nie ustawały w tym także media, którym dziękuję za dotychczasową pracę, i żeby trwały modlitwy o godną beatyfikację. Zawieszamy jedynie techniczne przygotowania do tego wydarzenia. Współpraca państwa, miasta i Kościoła, w tym kościelnego Komitetu, była wzorowa i mam nadzieję, że taką pozostanie. Kiedy tylko będzie to możliwe, wszystkie działania zostaną wznowione. W tej nowej sytuacji uroczystość beatyfikacyjna będzie także dziękczynieniem za ustanie pandemii.

KAI: Proces poznawania Wyszyńskiego wydłuży się także w przypadku Księdza Kardynała. Co nowego Ksiądz w nim odkrywa?

- Im głębiej wchodzi się w zagadnienia, którymi żył Prymas Wyszyński, a także w jego biografię, w to co mówił i pisał i w to, co stanowi istotę świętości czyli heroiczność cnót - tym częściej odkrywam jakieś nowe pola. Pokazują nam one, że Prymas nie miał łatwego życia, często miał "pod górkę", i to zarówno przed uwięzieniem, w trakcie jak i w późniejszych latach. Przecież właściwie całe życie prowadził Kościół w realiach komunistycznych. Umiejętność poruszania się po tej glebie była prawdziwą sztuką, w której wiele razy wykazywał się niezwykłą roztropnością.

Był otwarty na dialog, na rozmowę. Niektórzy mieli mu to nawet za złe, uważając, że jest aż za bardzo otwarty. Nie da się tego oceniać z perspektywy dzisiejszej wiedzy. Myślę, że trzeba to konfrontować i poznawać w perspektywie tamtych czasów, i z taką znajomością spraw, jaką on wówczas dysponował. Ponadto, jego wiedzy nie mieli często jego współpracownicy, nawet biskupi. Nie wszystkim bowiem mógł się do końca podzielić. Wiele jego decyzji było decyzjami z jednej strony odważnymi, a z drugiej bardzo dla niego trudnymi.

Według mnie do odkrywania pozostają jego wielkie, chciałoby się powiedzieć: strategiczne zamiary duszpasterskie, zrodzone w jego sercu i umyśle podczas uwięzienia. On tego czasu nie zmarnował, w żadnym stopniu. Tam się narodziła idea Wielkiej Nowenny, którą rozpoczął niedługo po wyjściu z internowania, w 1957 r.; tam powstał pomysł przygotowania i przeżycia Millenium; tam się narodziła idea Ślubów Jasnogórskich podjętych na 300-lecie ślubów Jana Kazimierza. Później były one wykorzystywane przez cały czas jego prymasostwa i pozostają, w zmodyfikowanej formie, używane do dzisiaj. A więc tam, w warunkach uwięzienia, narodziły się wielkie pomysły duszpasterskie. Prymas nie działał w perspektywie półrocznej czy na rok do przodu. To były programy obejmujące perspektywę lat kilkunastu.

KAI: To może i ten obecny czas, jaki przezywa Kościół w Polsce, czas fizycznego "odizolowania" duchownych, w tym biskupów, od wiernych, powinien zaowocować jakimś programem? Bo może ten czas umożliwia zobaczenie czegoś, czego na co dzień Kościół nie dostrzegał lub z czego nie zdawał sobie sprawy?

- Cóż, ta analogia jest bardzo nośna. Zresztą, ten dodatkowy czas zyskały też rodziny, społeczności lokalne, itd. ale też, owszem Kościół czy parafie. Uwięziony Prymas opracował pomysły wielkie i wspaniałe. Myślę, że Kościół w Polsce też staje dziś przed takim wyzwaniem. Już bowiem widzimy - i to nie tylko w Kościele - że wiele dziedzin życia ludzkiego w świecie, nie tylko polityka czy gospodarka, ale takich zwykłych, ludzkich, po ustaniu pandemii będzie wyglądało inaczej. Słyszę na przykład, że w ciągu tych dwóch miesięcy ludzie robią habilitacje, zdalnie, siedząc w swoich domach, realizują też inne przewody naukowe i szereg innych prac online. Jestem przekonany, że to się "przesunie" na czas po pandemii, to znaczy zadziała w nowy sposób w naszym życiu.

Sądzę, że to zjawisko odnosi się także do Kościoła. Media umożliwiły ludziom wspólną modlitwę i zaoferowały "wirtualne" kontakt z sacrum. To, co media mogą robią w tym czasie dla życia duchowego, dla głoszenia słowa Bożego, może być nowym sposobem obecności Kościoła w mediach i nowym sposobem komunikowania się. Ważne przy tym, żeby dotyczył on wszystkich wymiarów misji Kościoła. Chodzi więc o głoszenie Słowa, o przeżywanie liturgii (przy czym tu potrzebna jest daleko posunięta ostrożność, żeby się to nie "spodobało" jako wystarczająca forma uczestnictwa w Mszy św.) oraz o szeroko rozumianą posługę miłości. Mam na myśli pracę charytatywną Kościoła, która w tej chwili bardzo intensywnie się sprawdza, weryfikując na ile jesteśmy zdolni żyć konkretną, prawdziwą, codzienną miłością bliźniego; na ile są w naszych parafiach wydolne i wydajne zespoły charytatywne, wokół których pracują wolontariusze. Teraz bowiem trzeba po prostu iść do samotnych, chorych, potrzebujących i dowiedzieć się, jakiego wsparcia najbardziej oczekują.

Na terenie Warszawy działa duża grupa katolików świeckich, którzy w ramach tzw. Wspólnot Pomocy wspierają poszczególne parafie dostarczając im know-how na rzecz sprawnego systemu obejmującego najbardziej potrzebujących. To nie są proste rzeczy i wymagają konkretnej wiedzy. Choćby dlatego, że ludzie potrzebujący pomocy często przeżywają różne obawy, na przykład o to, czy pod pozorem wsparcia nie zostaną okradzeni. W naszej diecezji już kilkanaście parafii włączonych jest w taki system pomocy, zaś inicjatorzy starają się uruchomić podobne rozwiązania w kolejnych diecezjach, sam je tam rekomendowałem.

KAI: Odosobnienie stawia w nowej sytuacji i duchownych i świeckich...

- Przed wszystkimi stanęły nowe wyzwania. Oby to odosobnienie trwało jak najkrócej. Ludzie przeżywają różnego rodzaju obawy, więc Kościół, jeszcze bardziej niż dotąd musi być oparciem w ich egzystencjalnych pytaniach i problemach. U podstaw tych wszystkich niepokojów, co sygnalizują dziś psychiatrzy i psychologowie, leży lęk przed śmiercią. My go czasem tłumimy czy spychamy na dalszy plan, a w takich właśnie momentach kryzysu, ten lęk daje o sobie znać.

KAI: Okazuje się, że jednak umrzemy?

- Niby to wiemy, powtarzamy: wierzę w zmartwychwstanie i w życie wieczne, ale kiedy śmierć zajrzy w oczy lub się jakoś "przybliży", i to nie tylko do ludzi starych ale i młodych przecież, to reagujemy lękiem czy wręcz strachem.

KAI: W kościołach były tłumy - dziś garstka. Może dojdzie do przestawienia optyk: wierni zatęsknią za sakramentami, a księża uświadomią sobie, że mają przed sobą nie tłum ale zbiór jednostek?

- Tak, i to że każdy człowiek się liczy. Myślę, że ważne jest by wzajemnie traktować się w Kościele personalistycznie w znaczeniu: nie anonimowo. Chciałbym, żeby to pozostało jako jeden z owoców obecnego stanu odosobnienia.

Ja też mocno przeżywam obecną sytuację. Kiedy odprawiam Mszę św. mając przed sobą kilka osób, to cisną mi się na usta słowa: dziękuję, że tu jesteście. I to nie tylko za to, że jesteście jako reprezentanci całej wspólnoty, która normalnie na tej Mszy św. bywała, ale że jesteście wy - jako wy.

I chciałbym aby już z nami - biskupami i świeckimi - pozostało takie właśnie, wzajemne traktowanie: bardziej życzliwe, przyjazne, otwarte. Sądzę, że wszyscy taką potrzebę sobie uświadomiliśmy. Zdaliśmy sobie sprawę z tego, że trzeba się cieszyć z tego, że są ludzie w kościele, że możemy spotkać się z nimi także po Mszy św., wychodząc przed kościół żeby porozmawiać. Gdyby takie postawy utrwaliły bardziej w naszym życiu, to byłoby coś bardzo pięknego.

Rozmawiał Tomasz Królak

CZYTAJ DALEJ

Kaczyński: to ostatni możliwy termin wyborów; nie ma możliwości przeprowadzenia kolejnych zmian

2020-05-27 16:24

[ TEMATY ]

Kaczyński Jarosław

wybory 2020

wikipedia.org

Niektórzy chcą odrzucić rozwiązania konstytucyjne ws. terminu wyborów; ostatni możliwy termin to 28 czerwca; nie ma żadnej możliwości przeprowadzenia kolejnych zmian - powiedział w środę prezes PiS Jarosław Kaczyński. Ocenił, że ci, którzy takie zmiany proponują, sieją zamęt.

Prezes PiS Jarosław Kaczyński, lider Solidarnej Polski Zbigniew Ziobro oraz szef Porozumienia Jarosław Gowin wystąpili w środę odnosząc się do kwestii wyborów prezydenckich.

Kaczyński powiedział, że stanął znów w dyskusji publicznej problem wyborów, mimo, że - jak podkreślił - wydawało się - że wszystko jest rozstrzygnięte, to "okazało się, że niektórzy chcą w dalszym ciągu tego, by odrzucić rozwiązania konstytucyjne".

Jak ocenił, za tym, by przyjąć inny termin niż 28 czerwca "stoją czysto partykularne interesy, z całą pełnością nie jest to interes Polski, ani nie jest to zgodne z konstytucją.

"Ostatni termin, jaki pozwoliłby na to, by wszystkie możliwości, które ewentualnie uniemożliwiałyby sytuację, w której 6 sierpnia tego roku wybrany byłby już i zaprzysiężony prezydent RP to 28 czerwca. Jeśli 28 czerwca odbędą się wybory, to wtedy mimo wykorzystania wszystkich innych terminów, np. przez Sąd Najwyższy i tak ten akt będzie mógł nastąpić. I w związku z tym nie ma tu żadnej innej możliwości przeprowadzenia jakiś kolejnych zmian. Ci, którzy to proponują, sieją po prostu zamęt i za nic mają konstytucję, niezależnie od tego, że bardzo często się na nią powołują" - powiedział prezes PiS.

Dodał, że są też takie interpretacje konstytucji, "że można uznać, że któryś z tych interpretatorów jest królem Polski". "Bo takie same są podstawy do tego, co oni twierdzą, czyli żadne. Bo nie ma nawet cienia jakichkolwiek podstaw w przepisach konstytucji, by twierdzić, że marszałek Senatu przejmuje władzę w razie sytuacji, gdy nie ma prezydenta" - oświadczył.

"Nasze stanowisko jest jednoznaczne, wspólne - wybory będą przeprowadzone. Jeżeli będą próby przeciwstawiania się temu, będziemy wykorzystywali wszystkie środki, jakie przynależą państwu, po to, żeby prawo zostało wykonane, żeby podstawowa instytucja demokracji czyli wybory, były w Polsce faktem" - powiedział prezes PiS. (PAP)

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

Wspierają nas

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję