Reklama

Abp Polak: dzieje każdego seminarium duchownego to kontynuacja pierwszej wspólnoty uczniów Chrystusa

2019-10-12 12:21

ks. an / Włocławek (KAI)

KEP

„Czterysta pięćdziesiąt lat temu, dokładnie 16 sierpnia 1569 roku, dekretem biskupa Stanisława Karnkowskiego, powstało we Włocławku jedno z najstarszych w Polsce seminariów duchownych” – przypomniał podczas homilii we włocławskiej bazylice katedralnej metropolita gnieźnieński abp Wojciech Polak zaznaczając, że faktem jego powstania „kierowała przecież ręka Boskiej Opatrzności”.

We Włocławku, pod przewodnictwem abp. Salvatore Pennacchio, nuncjusza apostolskiego w Polsce, z udziałem przedstawicieli polskiego Episkopatu, trwają uroczystości jubileuszu 450-lecia włocławskiego seminarium, jednej z najstarszych w Polsce i Europie uczelni kształcących przyszłych księży.

Prymas Polski, odwołując się do monografii dziejów prymasów Polski autorstwa ks. Jana Korytkowskiego, przybliżył okoliczności objęcia diecezji kujawskiej przez bp. Stanisława Karnkowskiego i jego dla niej zasługi, w tym założenie włocławskiego seminarium duchownego. Kaznodzieja wyraził przy tym potrzebę dziękczynienia Bogu „za wszystkich, którzy w ciągu wieków stanowili i dziś stanowią żywą wspólnotę seminarium duchownego we Włocławku”.

„Jesteśmy wdzięczni Bogu za włocławskie seminarium duchowne. Jesteśmy wdzięczni za jego bogate dzieje. Jesteśmy wdzięczni za świadków wiary, których te seminaryjne mury zrodziły, świętych i błogosławionych. Jesteśmy wdzięczni za wszystkich powołanych, którzy również dziś, zwłaszcza w tym jubileuszowym roku, otworzyli ufnie swe serca na głos Bożego wezwania” – kontynuował Prymas Polski.

Reklama

Abp Polak podkreślił, że dzieje każdego seminarium duchownego „to w swej najgłębszej istocie kontynuacja pierwszej wspólnoty apostołów zgromadzonych wokół Chrystusa, słuchających Jego słów, przygotowujących się do przeżycia Paschy, oczekujących na dar Ducha Świętego, by podjąć powierzoną sobie misję”. Członkowie tej wspólnoty powinni otworzyć swe serca na głos wzywającego Pana i dać Jemu odpowiedź, która zgodnie ze wskazaniami papieża Franciszka oznacza gotowość wyjścia ze swego „ja”, aby „stracić swoje życie dla Niego, idąc drogą daru z samego siebie, obierając sposób życia, na który składa się konkretna miłość, czyli służba i dyspozycyjność”.

Jako przykład konkretnej miłości świadków wiary abp Polak wskazał profesorów i alumnów włocławskiego seminarium, „aresztowanych osiemdziesiąt lat temu, 7 listopada 1939 roku przez Niemców, i wywiezionych do obozu koncentracyjnego w Dachau, gdzie większość z nich poniosła męczeńską śmierć”. Dali Chrystusowi świadectwo nie słowami, lecz życiem, całkowicie się do Niego upodobniając.

Kaznodzieja wspomniał słowa św. Jana Pawła II, który „wynosząc do chwały ołtarzy w gronie 108 męczenników II wojny światowej rektora włocławskiego seminarium księdza Henryka Kaczorowskiego oraz dwóch jego alumnów Bronisława Kostkowskiego i Tadeusza Dulnego” stwierdził, że „bez względu na okoliczności, we wszystkim możemy odnieść pełne zwycięstwo dzięki Temu, który nas umiłował”.

Prymas przywołał także postać najznamienitszego ze współczesnych wychowanków włocławskiego seminarium, wkrótce już błogosławionego, Sługi Bożego kard. Stefana Wyszyńskiego, który ukazał swoim świadectwem życia „drogę zwycięstwa mocą Chrystusa, mocą Ewangelii, mocą Chrystusowego krzyża”.

Hierarcha przypomniał słowa Prymasa Tysiąclecia wypowiedziane na Jasnej Górze podczas spotkania z pielgrzymami z diecezji włocławskiej wyrażające wdzięczność Bogu za powołanie i seminarium włocławskiemu, dzięki któremu „jest przecież kapłanem, który wyrósł pod skrzydłami świętej Matki-Kościoła włocławskiego, który swego ducha wypielęgnował w Katedrze Włocławskiej, który wziął wychowanie kapłańskie od doświadczonych profesorów i wychowawców tego sławetnego seminarium”.

Ten wychowanek włocławskiego seminarium – jak zaznaczył abp Polak – uczył swych kapłanów, że „ludzie spragnieni są miłości, która nie wyklucza, nie marginalizuje, nie dzieli, ale jednoczy i naprawdę łączy”. Kard. Wyszyński przypominał, że kapłan w swej służbie jest dla wszystkich: „Przez miłość zdobędziecie ludzi dla Boga. Przez miłość zdobędziecie ich między sobą”.

Zwracając się bezpośrednio do kapłanów i alumnów włocławskiego seminarium Metropolita Gnieźnieński zachęcał, by wsparci przykładem znamienitych profesorów i wychowanków tej uczelni podjęli „z nową mocą i na nowy sposób to piękne duchowe dziedzictwo”. Wskazał, że według zatwierdzonych przez polskich biskupów nowych zasadach formacji kapłańskiej w Polsce, bycie we wspólnocie seminaryjnej „wymaga od powołanych poszukiwania Jezusa i podążania za Nim, a zarazem bycia z innymi uczniami”.

„Bóg nie ukrywa się wobec tego, kto Go szuka. Wychodzi mu naprzeciw. Idzie na spotkanie. Jezus pozwala się znaleźć” – kontynuował abp Polak i ponownie przywołał słowa papieża Franciszka skierowane do kapłanów i seminarzystów wypowiedziane w Krakowie, a odnoszące się do duchowego doświadczenia urodzonej na terenie diecezji włocławskiej siostry Faustyny: „Jezus cieszy się, gdy mówimy Mu o wszystkim, nie nuży się wydarzeniami naszego życia, które już zna, oczekuje, że będziemy się nimi dzielić, a nawet opowiadaniem o naszych dniach. W ten sposób poszukuje się Boga w takiej modlitwie, która byłaby przejrzysta i nie zapominała o wyznaniu i zawierzeniu bied, trudów i przeciwieństw”.

Kontynuując tę myśl hierarcha wskazywał, że „poszukuje się Jezusa i podąża za Nim przyjmując Jego sposób życia”. To upodobnienie, idąc za myślą Prymasa Tysiąclecia, oznacza, że powołany „nie wybiera już swoich własnych miejsc, ale idzie tam, gdzie został posłany; gotów odpowiedzieć Temu, Który go wzywa, nie wybiera już nawet czasu dla siebie. Jest całkowicie dla Boga i dla bliźnich. Jest całą duszą w kapłaństwie Chrystusa”.

Abp Polak zakończył homilię słowami papieża Franciszka z posynodalnej adhortacji skierowanej do młodych: „Pan nie może nie dotrzymać swojej obietnicy, że nie opuści Kościoła pozbawionego pasterzy, bez których nie mógłby żyć ani wypełniać swojej misji. A jeśli niektórzy księża nie dają dobrego świadectwa, to z tego powodu Pan nie przestanie powoływać. Wręcz przeciwnie, podwaja stawkę, ponieważ nie przestaje troszczyć się o swój umiłowany Kościół”.

Tagi:
klerycy seminarium abp Wojciech Polak seminarium duchowne

Reklama

Kard. O'Malley: synod nie jest „referendum” w sprawie celibatu

2019-10-17 17:13

vaticannews.va / Watykan (KAI)

Trwający w Watykanie Synod Biskupów dla Amazonii nie jest „referendum” w sprawie kapłańskiego celibatu. Jest czasem szukania sposobów większej troski duszpasterskiej o mieszkańców tego regionu, a także możliwości zapewnienia im regularnego życia sakramentalnego. W synodalnej auli mówił o tym amerykański kardynał Sean P. O'Malley, który należy do Rady Kardynałów pomagającej Franciszkowi w reformie Kurii Rzymskiej.

Vatican News
Synod dla Amazonii

Kard. O'Malley wskazał, że troska o zapewnienie kapłanów mieszkańcom Amazonii będzie wymagała poświęcenia ze strony całego Kościoła. Wskazał, że warto się m.in. zastanowić nad redystrybucją księży na świecie. Podkreślił też, że istnieje konieczność rozpalenia na nowo ducha misyjnego i wzięcia większej odpowiedzialności, także finansowej, za Kościół w Amazonii. Hierarcha wskazał zarazem na konieczność promowania miejscowych powołań i zatroszczenia się, by mogły odbywać formację w swoim środowisku, we własnym języku i kontekście kulturowym.

Przywołał tu przykład seminarium duchownego w Gwatemali, które formowało kapłanów pochodzących z ludów tubylczych, poprzez specjalnie przygotowany dla nich program studiów. Niestety z powodu braku środków zostało zamknięte. Klerycy przeniesieni do innych seminariów nie wytrzymali zderzenia z odmienną kulturą, a także wyobcowania w środowisku, w którym czuli się gorsi. Kard. O'Malley podkreślił, że taka inkulturowana formacja seminaryjna może stanowić szansę dla Amazonii.

Amerykański hierarcha ujawnił zarazem, że w swych wystąpieniach papież Franciszek prosił ojców synodalnych m.in. o większe zajęcie się problemem przemocy w tym regionie. Zarówno gdy chodzi o przemoc wobec misjonarzy i ludzi walczących o prawo do ziemi, jak i wobec środowiska oraz skutków jakie to pociąga dla mieszkańców Amazonii i całego świata.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Pierwszy Cud Nad Wisłą

2019-11-05 12:48

Grzegorz Gadacz
Niedziela Ogólnopolska 45/2019, str. 10-13

Rok po odzyskaniu przez Polskę niepodległości nie było zgody nawet co do tego, kiedy się ona dokładnie zaczęła

Library of Congress
Dzieci we wschodniej Polsce, lato 1919 r

Poszczególne stronnictwa polityczne za pierwszy dzień wolności uznawały daty korzystne dla siebie. Narodowa Demokracja za przełom uważała utworzenie przez Radę Regencyjną w październiku 1918 r. rządu Józefa Świeżyńskiego. Środowiska lewicowe wskazywały na 7 listopada – datę powołania w Lublinie Tymczasowego Rządu Ludowego. Zwolennicy Józefa Piłsudskiego stali na stanowisku, że decydującym faktem było jego przybycie do Warszawy 11 listopada, a sam Piłsudski przesuwał ten moment na 22 listopada 1918 r., kiedy to powstały całkowicie niezależne od okupanta polskie władze najwyższe.

Zniszczenia po Wielkiej Wojnie

Większość społeczeństwa nie interesowała się jednak tymi sporami. Po początkowej euforii z racji odzyskania niepodległości trzeba było szybko wrócić do szarej rzeczywistości. Około 450 tys. Polaków straciło życie w walce w obcych mundurach na różnych frontach Wielkiej Wojny. Niemal wszystkie polskie ziemie były teatrem działań wojennych, front przetaczał się przez nie niejeden raz. Kraj był pocięty siatką okopów, zaporami z drutu kolczastego i milionami lejów po bombach. W wielu gminach i powiatach Królestwa Polskiego i Galicji zniszczeniu uległo 70-80 proc. zabudowań. Drewniane w większości miasteczka i wioski paliły się w całości od jednego pocisku. Setki tysięcy osób koczowało w skleconych naprędce ziemiankach i lepiankach. Wojska okupacyjne, zarówno rosyjskie, jak i niemieckie, w ciągu 4 lat wojny ograbiły Polskę niemal doszczętnie. Infrastruktura przemysłowa była w gruzach. Fabryki w większych miastach zostały ogołocone z maszyn, kotłów parowych, silników elektrycznych, narzędzi; wyrywano nawet kable ze ścian i odkręcano klamki. Na wsi, dla potrzeb wojska, rekwirowano konie, krowy, a także ubrania i buty. Żeby zaorać wiosną pole, do pługów czasem zaprzęgały się kobiety.

Zmagania o granice

Niepodległość nie oznaczała jednak dla Polaków końca działań wojennych. Nowe państwo musiało mieć granice, o które trzeba było walczyć z większością sąsiadów. Jeszcze przed końcem I wojny światowej wybuchł zbrojny konflikt z Ukraińcami o Małopolskę Wschodnią i Wołyń, który trwał nieprzerwanie do lipca 1919 r. Ogromnym heroizmem wykazali się obrońcy Lwowa, także cywilni mieszkańcy, studenci i uczniowie, którzy przetrwali wielomiesięczne oblężenie miasta. Od lutego tego samego roku zmagano się z coraz bardziej napierającymi na zachód oddziałami Armii Czerwonej, która niosła Europie leninowskie idee rewolucji proletariackiej. Zwycięstwem militarnym i dyplomatycznym zakończyło się powstanie w Wielkopolsce, a antyniemieckie nastroje przybierały coraz bardziej na sile na Górnym Śląsku, co poskutkowało pierwszym, nieudanym powstaniem w sierpniu. Walka na tylu frontach spowodowała, że brakło już sił i środków, żeby skutecznie się przeciwstawić atakowi Czechów na Śląsku Cieszyńskim, Spiszu i Orawie. A do sporu z Polakami szykowali się także Litwini, marzący o własnym państwie w granicach przedrozbiorowego Wielkiego Księstwa Litewskiego ze stolicą w Wilnie.

Trudna codzienność

Prowadzenie działań zbrojnych wymagało ogromnych środków – na utrzymanie armii z budżetu państwa wydawano 60 proc. dochodów, a wystarczało to i tak na ledwie siódmą część wydatków. Pieniędzy brakowało na wszystko: administrację, wyżywienie obywateli, oświatę, służbę zdrowia. Jedyną alternatywą była pomoc z zagranicy. Osobista znajomość premiera Ignacego Paderewskiego z szefem amerykańskiej agencji Food Administration Herbertem Hooverem zaowocowała przysłaniem do Polski 1 mln ton żywności i 3 mln ton odzieży, głównie dla dzieci. Pomogły one setkom tysięcy ludzi przetrwać zimę. Znaczną pomoc finansową ofiarowała również Francja.

Poza wojną największym wyzwaniem dla młodego państwa było scalenie trzech dzielnic zaborczych. Po 120 latach rozdzielenia różnice dotyczyły dosłownie każdej dziedziny życia, także języka, kultury i mentalności. Wkrótce doprowadziły one do napięć politycznych i społecznych. Wielu Polaków walczyło przeciw sobie na frontach Wielkiej Wojny. Teraz służyli w tych samych jednostkach, pod rozkazami dowódców, którzy czasem wydawali komendy w obcym języku, bo innych nie znali. Nazywano siebie nawzajem: „Moskalami”, „Krzyżakami” bądź „Austryjecami”.

W 1919 r. płacono w Polsce sześcioma rodzajami walut. W każdej z dzielnic były odmienne warunki produkcji, a co za tym idzie – różne ceny. Między dawnym zaborem pruskim a resztą kraju utrzymywano nawet granicę celną. Sieci komunikacyjne w dzielnicach nie były ze sobą połączone, w dodatku panowały osobne systemy na kolei, stosowano inne urządzenia, sposoby sygnalizacji, nawet szerokość torów była inna. Podróż z Krakowa do Warszawy trwała kilkanaście godzin, a podróżni czasem musieli osobiście znosić z lasów drewno, żeby parowóz mógł ruszyć. Kto decydował się na podróż samochodem, musiał się liczyć z tragicznym stanem dróg, w większości gruntowych, a także z koniecznością ruchu lewostronnego obowiązującego w Małopolsce. Na terenie kraju obowiązywało pięć porządków prawnych. Za to samo przestępstwo w każdej dzielnicy inaczej karano. Teoretycznie możliwe były nawet bigamia i legalna pańszczyzna.

A jednak się udało!

Powołanie Naczelnika Państwa i centralnego rządu pozwoliło na rozpoczęcie porządkowania chaosu. Sprawnie i uczciwie zorganizowano wybory do Sejmu Ustawodawczego, a frekwencja wyborcza w wielu okręgach przekraczała 90 proc. Stopniowo reorganizowano administrację państwową i samorządową w terenie, przy czym borykano się z ogromnymi brakami kadrowymi. Tworzono polskie szkolnictwo podstawowe, wyższe, a także setki nowych instytucji, od Polskiego Towarzystwa Matematycznego po Polski Związek Piłki Nożnej. Na arenie międzynarodowej osobowość prawna Polski została uznana przez wszystkie państwa, polska delegacja wzięła udział w kongresie wersalskim, na którym uzyskała m.in. potwierdzenie praw do Wielkopolski i Pomorza.

Pomimo biedy, głodu, chorób i nieustających wojen, a także rozczarowania codziennością, mimo wszelkich przeciwności po roku istnienia odrodzonej Polski można było powiedzieć, że się udało. Udało się zbudować podwaliny państwa, które już w kolejnym roku miało przejść swój najtrudniejszy egzamin. Udało się dzięki porozumieniu mądrych polityków z wrogich sobie obozów, ale przede wszystkim dzięki ogromnemu wysiłkowi mieszkańców miast, miasteczek i wsi, ich uporowi i determinacji. To był prawdziwy pierwszy cud nad Wisłą.

W opracowaniu tekstu korzystałem m.in. z publikacji prof. Andrzeja Chwalby.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Służymy Niepodległej

2019-11-11 19:10

ks. Wojciech Kania

ks. Wojciech Kania

Podobnie jak w 34 miastach w całej Polsce w Sandomierzu odbył się piknik „Służymy Niepodległej”.

Przez kilka godzin na terenie jednostki 3 Sandomierskiego Batalionu Radiotechnicznego na odwiedzających czekały liczne atrakcję. Można było obejrzeć wystawę stateczną sprzętu wojskowego, nie tylko ten którym dysponuje jednostka w Sandomierzu, ale również z Kielc i Niska. Na placu apelowym przygotowane zostały stoiska informacyjne m.in. Centrum Przygotowań do Misji Zagranicznych z Kielc, Żandarmeria Wojskowa, 3. Batalion Inżynieryjny z Niska oraz 10. Świętokrzyska Brygada Obrony Terytorialnej. - Mimo padającego deszczu wielu chętnych odwiedziło jednostkę wojskową w Sandomierzu. Dużym zainteresowaniem cieszyły się samochody wojskowe. Niektórzy pokonali wiele kilometrów, aby wziąć udział w pikniku. – Mimo deszczu dopisali pasjonaci wojskowości. Mamy występny artystyczne młodzieży z Sandomierza i Kielc. Można oglądać sprzęt wojskowy. Począwszy od stacji radiolokacyjnej, przygotowaną przez 3 Sandomierski Batalion Radiotechniczny. Mamy broń strzelecką, pojazdy transportowe, inżynieryjne. Przygotowany został także symulator strzelań, gdzie każdy może spróbować swoich sił – mówił kapitan Tomasz Wermiński.

O godzinie 15 została odśpiewana pieśń reprezentacyjna Wojska Polskiego. Jak mówi kapitan Tomasz Wermiński: - Pieśń Wojska Polskiego powstała na bazie marszu Pierwszej Brygady. Od roku 2007 została uznana za pieśń reprezentacyjną Wojska Polskiego. Śpiewana jest podczas uroczystości wojskowych, patriotycznych oraz apeli i zbiórek.

Na terenie jednostki wojskowej nie zabrakło również przedstawicieli Straży Pożarnej czy Ratowników Medycznych. Na pikniku do wstąpienia w swoje szeregi zapraszali żołnierze 102.batalionu lekkiej piechoty 10 Świętokrzyskiej Brygady Obrony Terytorialnej. Na swoim stoisku prezentowali broń, quada, a dzieci miały możliwość wykonania kamuflażu. Zainteresowani mogli zabrać materiały informacyjne dotyczące rekrutacji do WOT.

- Jest o nas takie ładne określenie: wiedza w głowie, broń w ręku, patriotyzm w sercu. Myślę, że ten patriotyzm jest w sercu każdego Polaka, zwłaszcza teraz, gdy świętujemy rocznicę odzyskania niepodległości - powiedziała szeregowy Marta Korzynek ze 102. Batalionu ŚBOT.

Po godzinie 17 rozpoczął się uroczysty capstrzyk dla Niepodległej, który rozpoczął uroczysty przemarsz na cmentarz pod pomnik 2 Pułku Piechoty Legionów i 4 Pułku Saperów.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem