Reklama

Sama cierpiąc, pochyla się nad innymi

„Jestem wdzięczna pani Sabince, która odwiedza mnie i moje życie starszej kobiety, chorej na to samo schorzenia co ona, rozjaśnia swoją obecnością i radosną rozmową - cieszy się Joanna. - W naszej klatce schodowej mieszka 15 rodzin, a tylko ona zainteresowała się losem samotnie cierpiącej współmieszkanki bloku spółdzielczego”

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Sabina wychowała się w katolickiej rodzinie kolejarskiej Kuligowskich w Lisim Polu niedaleko Chojny Szczecińskiej. Ma jeszcze trzy siostry i dwóch braci. Do siedemnastego roku życia była okazem zdrowia. Gdy po ukończeniu Zasadniczej Szkoły Budowlanej w Chojnie podjęła dalszą naukę w technikum, zaczęły puchnąć i boleć ją nadgarstki. Lekarz, który Sabinę diagnozował, wiedział już, że zachorowała na reumatoidalne zapalenie stawów. Zalecił jej tzw. złote zastrzyki, które miały tę chorobę zatrzymać. Po drugim takim zastrzyku Sabina tak źle się poczuła, że znalazła się w ciężkim stanie w szczecińskim szpitalu; lecznicze złoto zamiast pomóc, zaszkodziło jej. Prowadzący hospitylizację lekarz skierował ją do Ośrodka Szkolno-Wychowawczego dla Niepełnosprawnych w Centrum Kompleksowej Rehabilitacji w Konstancinie, by tam Kuligowska mogła łączyć terapię z rehabilitacją i nauką zawodu. „Wtedy zdałam sobie sprawę, że choruję na nieuleczalny gościec, którego stałe bóle i wewnętrzne niszczenie kości izoluje mnie od normalnego życia w społeczeństwie - wspomina gryfinianka. - W ciągu kilkunastoletniego pobytu w Konstancinie wśród podobnie chorych dziewcząt łatwiej było znosić mi cierpienia. Tam dokończyłam średnie wykształcenie licealne oraz zdobyłam zawód krawcowej i hafciarki, przechodząc odpowiednią praktykę w Zakładzie Pracy Chronionej. Ręcznie robiliśmy lalki w polskich strojach narodowych, które za pośrednictwem Cepelii eksportowane były na Zachód. Dzięki tej cierpliwej pracy mam rentę inwalidzką, która pozwala mi obecnie prowadzić samodzielne życie”.
Sabina przeszła w swoim życiu dwie operacje: jedną w wieku 23 lat, a drugą dwadzieścia lat później; obie polegały na chirurgicznym wstawieniu endoprotezy, które pozwalają na poruszaniu się najpierw przy pomocy wózka inwalidzkiego, a potem przy pomocy kul.
„Przebywając w Konstancinie, moja wiara jeszcze bardziej umocniła się, pomimo że Bóg tak mocno mnie doświadcza - stwierdza pani Sabina. - Tam mieliśmy kaplicę, w której raz w miesiącu celebrował Mszę św. kapłan z pobliskiego Ołtarzewa ze Zgromadzenia Księży Pallotynów. Korzystaliśmy też z sakramentów św. Sprawniejsze brały udział częściej w Eucharystii, wychodząc do miejscowego kościoła. Odwiedzali nas klerycy pallotyńscy, by nas wesprzeć dobrym słowem oraz literaturą katolicką. Chętnie też wyjeżdżałyśmy na prymicyjne Msze św. neoprezbiterów. Z niektórymi, którzy wyjechali na zagraniczne misje, korespondowałyśmy i wspierałyśmy ich trud kapłański swoją modlitwą i cichym cierpieniem”.
Kuligowska do dziś nie potrafi zapomnieć pielgrzymki koleją do Watykanu zorganizowanej w kwietniu 1987 r. dla dziewcząt cierpiących na przewlekły gościec, rehabilitowanych w Konstancinie przez Sue Ryder, angielską fundatorkę domu dla chorych na postępujące zwyrodnienie reumatoidalne. Ta bohaterska kobieta, znana z szerokiej działalności charytatywnej w świecie obchodziła wówczas 25-lecie swego sakramentalnego małżeństwa. Jan Paweł II, który znał jak rzadko który papież cierpienia fizyczne i duchowe, na specjalnej audiencji każdą z dziewcząt pobłogosławił, a fotografia z tego historycznego momentu wisi nad łóżkiem Sabiny. Błogosławieństwo przyszłego Świętego wzmacnia ją w codziennych zmaganiach z postępującymi bólami gośćca.
„Od 23 lat mieszkam w tym samodzielnym spółdzielczym mieszkaniu na pierwszym piętrze, a stało się możliwe dzięki posiadaniu książeczki mieszkaniowej oraz wydatnym wsparciu moich ukochanych rodziców i rodzeństwa - z dumą podkreśla gryfińska apostołka chorych. - Niemałą pomoc wyświadczył mi też miejscowy Urząd Miasta i Gminy. Mieszkanie dwupokojowe jest dostosowane dla osoby niepełnosprawnej. Jest ono moim ołtarzem cierpienia, bowiem mieszkam w nim sama”.
Dzięki swej koleżance Eli Palczak z Chociwla, także dotkniętej RZS, włączyła się w działalność zachodniopomorskiego apostolatu chorych, czyli w Rodzinę Miłości Miłosiernej. Chętnie uczestniczy w dorocznych tygodniowych rekolekcjach organizowanych latem w Archidiecezjalnym Domu Pielgrzyma przy sanktuarium Matki Boskiej Fatimskiej w Szczecinie, gdzie podziwia zaangażowanie wolontariuszek. Ma też okazję podzielenia się swoim świadectwem samotnego cierpienia z innymi. Bierze również udział w dorocznym spotkaniu opłatkowym w seminarium duchownym, w które angażują się klerycy. Zawsze zaszczyca ich swoją obecnością jeden ze szczecińskich biskupów. Nade wszystko ceni sobie pracę przy redagowaniu i rozprowadzaniu biuletynu apostolatu chorych „List do chorych”, który co miesiąc w nakładzie ponadtrzytysięcznym dociera do cierpiących za pośrednictwem kapłanów odwiedzających chorych w swoich parafiach, a także rozsyłany jest drogą pocztową nie tylko na teren archidiecezji szczecińsko-kamieńskiej, ale również do czytelników na obszarze całej Polski.
„Jest to autentyczny list do chorych - dopowiada pani Kuligowska - przeniknięty treściami ewangelicznymi, bardzo oczekiwany przez cierpiących, na ogół nie mających dostępu do katolickiej prasy, bo ich nie stać. Wszak leki i utrzymanie się chorych jest coraz kosztowniejsze. Umacniają się umieszczanymi tam tekstami i nierzadko do mnie dzwonią, a czasem piszą, by w ten sposób wyrazić radość z istnienia tego darmowego periodyku oraz podzielić się smutkami i radościami swej Drogi Krzyżowej. Nic tak nie leczy, jak życzliwe słowo przekazane choremu, dla którego nie ma czasu nawet własna rodzina”.
Pani Sabina jest na tyle samodzielną, że po zakupy wyrusza sama, zarzucając sobie plecak i biorąc do ręki kule. Sama też przygotowuje posiłki. Mnie uraczyła specjalnie przez siebie upieczonym aromatycznym piernikiem. Z natury pogodna, wnosi chrześcijański optymizm w serca tych wszystkich, z którymi codziennie spotyka się bądź rozmawia.
Czasem wstydzi się swoich rąk powykręcanych gośćcem stawowym, ale w życiu liczą się przecież dobre uczynki na rzecz innych, którzy są fizycznie zdrowi, ale chore mają dusze. Tym z pomocą spieszy apostolska wieloraka posługa pani Sabiny, którą Bóg na takie tory życia skierował przed 34 laty, zsyłając na nią dolegliwości nieuleczalnej choroby.
Zawsze buduję się wewnętrznie życiem osób, które umieją odważnie i posłusznie powiedzieć Stwórcy: Bądź wola Twoja.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2010-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Mocz w wodzie święconej: Ksiądz rozważa zamknięcie kościoła

2025-04-02 10:08

[ TEMATY ]

Niemcy

profanacja

edomor/fotolia.com

Nieznani ludzie oddają mocz za ołtarzem, załatwiają swoje „potrzeby” w kościele lub na jego terenie np. w chrzcielnicach. W Moguncji (Niemcy) wiele kościołów zmaga się z problemem wandalizmu.

Kapłan Thomas Winter, jest przerażony: „Naprawdę denerwuje mnie sposób, w jaki traktowane są kościoły w Moguncji!” 51-latek opiekuje się pięcioma parafiami w Moguncji: św. Ignacego, św. Piotra, św. Stefana, św. Kwintyna i parafią katedralną św. Marcina. Twierdzi, że wolałby całkowicie zamknąć kościoły na dwa tygodnie i otworzyć je wyłącznie na czas nabożeństw.
CZYTAJ DALEJ

2 kwietnia o 21.37 podświetlono Krzyż na Giewoncie

2025-04-03 07:21

[ TEMATY ]

Giewont

Adobe.Stock

Krzyż na Giewoncie

Krzyż na Giewoncie

Koncerty, uroczyste Msze św., flagi papieskie na urzędach i szkołach - tak górale wspominali 20. rocznicę śmierci Jana Pawła II. W godzinie odejścia papieża - o. 21.37 krzyż na Giewoncie został podświetlony i zapłonęły w wielu miejscach watry pamięci.

Grupa mieszkańców Zakopanego od śmierci Jana Pawła II wychodzi co roku 2 kwietnia szczyt Giewontu i rozświetla znajdujący się na nim krzyż. Tym razem pogoda dopisała i postument był dobrze widoczny z Zakopanego.
CZYTAJ DALEJ

Socjolog: księża stracili poczucie bezpieczeństwa, są obrażani, bici a nawet zabijani

2025-04-04 09:03

[ TEMATY ]

Polska

bezkarność

agresja wobec księży

wojna kulturowa

Maciej Orman/Niedziela

Śp. ks. Grzegorz Dymek

Śp. ks. Grzegorz Dymek

Powodem rosnącej agresji wobec księży w Polsce jest trwająca wojna kulturowa, czy bezkarność w mediach, zwłaszcza społecznościowych - powiedział PAP socjolog z Uniwersytetu Warszawskiego prof. Krzysztof Koseła. Według eksperta "zjawisko agresji skierowanej wobec księży i miejsc kultu jest niepokojące przez to, że żyjemy w społeczeństwie, w którym nie ma konfliktu międzywyznaniowego".

Instytut Statystyki Kościoła Katolickiego (ISKK) przeprowadził badanie, które przedstawia opinie i doświadczenia księży diecezjalnych zapytanych o akty agresji wobec osób duchownych i wobec miejsc oraz obiektów kultu. Z raportu noszącego tytuł "Niebezpieczna misja?" wynika, że blisko 50 proc. księży, którzy odpowiedzieli na pytania kwestionariusza, doświadczyło agresji w ciągu ostatnich miesięcy; 41,6 proc. – doświadczyło szyderstw, gróźb i wyzwisk; 33,6 proc. badanych napisało o doświadczeniu agresji w internacie, zaś 3,9 proc. o fizycznej napaści.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję