Córki Bożej Miłości na początku swojej działalności podejmowały opiekę nad młodymi kobietami przyjeżdżającymi do Wiednia w poszukiwaniu pracy. Matka Franciszka Lechner, założycielka zgromadzenia, świadoma, że dziewczęta mogą stać się przedmiotem wyzysku, postanowiła im pomóc. Siostry udzielały kobietom schronienia, dbały o ich edukację oraz rozwój duchowy. Gdy zmieniły się potrzeby i zagrożenia, Córki Bożej Miłości rozpoznawały nowe miejsca posługi i rozeznawały wolę Bożą wobec ich zgromadzenia.
Miłość zawsze możliwa
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Siostry do Krakowa przybyły w 1886 r. Dom prowincjonalny przy ul. Pędzichów stał się sercem Polskiej Prowincji, której pierwszą przełożoną została s. Ludwika Binder (1856-1944). Kiedyś Córki Bożej Miłości opiekowały się zagrożonymi moralnie dziewczętami, dziś siostry prowadzą m.in. szkoły, przedszkola, studenckie bursy oraz domy opieki dla niepełnosprawnych kobiet. Pierwszym powołaniem Córek jest jednak okazywanie miłości we wzajemnych relacjach – wewnątrz zgromadzenia. – To tutaj, w naszej rodzinie zakonnej uczymy się kochać – mówi s. Zofia Szymanek, przełożona wspólnoty w Krakowie-Woli Justowskiej.
Reklama
– Właśnie to zachwyciło mnie na rekolekcjach powołaniowych – mówi s. Dorota Wójcik i wyjaśnia: – Siostra Zofia potrafiła z nami być, starała się rozmową i postawą rozwiązywać wszelkie problemy, z którymi dziewczyny przyjeżdżały – z różnych środowisk i domów. One wiedziały, że ta osoba ma dla nich czas. Że można przyjść do niej w każdej chwili i porozmawiać. Też tego doświadczałam. I chciałam być taka sama…
Nowe wyzwania
W ostatnich latach szczególnym powołaniem w powołaniu, odkrytym przez niektóre siostry, okazała się wzmocniona troska o… rodzinę. – Ostatnio na katechezie w przedszkolu przedstawialiśmy Świętą Rodziną. Była Maryja – Mama, św. Józef – Opiekun oraz Pan Jezus, który pomagał ojcu nosić drewno. W pewnej chwili jeden chłopczyk powiedział z żalem: „Tak bardzo chciałbym nosić drzewo z moim tatusiem”. Przeżyłam mocno tę smutną skargę i odebrałam ją jako wezwanie, by pomagać rodzinom – wyznaje przełożona wspólnoty i dodaje: – Jeśli dziecko idzie jedną nogą, bo ma tylko mamę, lub drugą, bo ma tylko tatę, albo nogi się rozłażą, bo rodzina się rozpada na jego oczach, to dziecko może mieć w przyszłości trudności w nawiązaniu relacji z Bogiem-Ojcem i innymi ludźmi. To jest ogromne uderzenie szatana. Czuję wielką potrzebę pomocy rodzinie, najpierw modlitwą. Słyszę wołanie „pomóżcie nam być normalną rodziną”. Warto pamiętać, aby najpierw zacząć od swojej rodziny, później najbliższych osób, sióstr. Gdy słabnie rodzina, to słabnie Kościół.
Siostra Zofia dodaje, że ostatecznie wszystko jest w rękach Pana: – Podejmując pomoc miłosierną, pamiętajmy, że my nie naprawimy ran zadanych w rozbitych i skłóconych rodzinach. Rany będą bolały. Jedynym lekarzem jest Pan Bóg. Można polecać Bogu te osoby i dać im tyle miłości, akceptacji, przyjęcia i czułości, na ile nas stać. Siostra Salwatora Holcka, świętująca w tym roku 64-lecie obecności w zgromadzeniu, podsumowuje: – Staram się nie liczyć lat. Staram się kochać.
