"Kilku braci w naszej wspólnocie przechodzi zakażenie. W związku z tym klasztor został objęty kwarantanną do 5 kwietnia. W tym czasie klasztor (w tym krużganki i muzeum) pozostaną zamknięte. Nie będzie także możliwości spotkania się z braćmi z naszej wspólnoty" – poinformował w komunikacie na stronie internetowej przeor klasztoru w Lublinie o. Krzysztof Modras.
Kościół w okresie kwarantanny będzie dostępny do prywatnej modlitwy w określonych godzinach – od 8.00 do 17.00 lub od 13.00 do 18.00. W Wielki Czwartek, Wielki Piątek i Wielką Sobotę kościół będzie zamknięty – nabożeństwa triduum paschalnego będą transmitowane.
"Spowiedź będzie w tym czasie niemożliwa – zapraszamy do pobliskich kościołów" – dodano w komunikacie.
Przeor zapewnił, że wszystkie intencje mszalne zamówione na okres objęty kwarantanną zostaną odprawione. "Msze święte będziemy sprawować za zamkniętymi drzwiami – zapraszamy do wspólnej modlitwy za pośrednictwem transmisji na kanale YT klasztoru" – zaznaczył o. Modras.
Wszystkie osoby, które od niedzieli 21 marca 2021 miały z kontakt z dominikanami proszone są o zgłoszenie się do sanepidu.
"Wszystkie aktualne informacje będziemy przekazywać za pośrednictwem naszej strony internetowej i mediów społecznościowych. Prosimy o wyrozumiałość i modlitwę w intencji chorych braci" – dodał przeor.
Bazylika pw. św. Stanisława Biskupa Męczennika wraz klasztorem Ojców Dominikanów na Starym Mieście w Lublinie to jeden z najcenniejszych zabytków sakralnych miasta. Kościół zbudowany został w XIV w., a potem był rozbudowywany i przebudowywany. W jego murach odprawione zostało nabożeństwo dziękczynne po podpisaniu unii lubelskiej w 1569 r. Świątynia cieszyła się wtedy międzynarodową sławą z powodu umieszczenia w niej relikwii Krzyża Świętego. W 1991 r. relikwie te zostały skradzione. Zespół klasztorny dominikanów w Lublinie jest zabytkiem, któremu przyznano Znak Dziedzictwa Europejskiego. (PAP)
Autorka: Renata Chrzanowska
ren/ joz/
O. Jurczak: w czasie epidemii liturgia jest szansą na „nawrócenie duszpasterskie” (rozmowa)
- Tegoroczna Wielkanoc tak naprawdę będzie egzaminem z dojrzałości naszej wiary. Nawet jeśli pojawi się rozczarowanie, to niech będzie ono motywacją do głębszych poszukiwań. Może to najlepszy sposób na „nawrócenie duszpasterskie”? - powiedział w rozmowie z KAI o. Dominik Jurczak OP z Dominikańskiego Ośrodka Liturgicznego. Duchowny jest wykładowcą na Papieskim Instytucie Liturgicznym „Anselmianum” i na Papieskim Uniwersytecie „Angelicum” w Rzymie.
O. Dominik Jurczak OP: Jak się okazało, wcale nie takie proste okazało się nauczenie innego sposobu uczestnictwa we Mszy świętej, bo wiązało się z porzuceniem naszych dobrych przyzwyczajeń - obecności fizycznej, śpiewania, wykonywania gestów, przystępowania do Komunii, czyli wszystkiego, by być na Eucharystii w najpełniejszy sposób. W transmisji, jakkolwiek dobra by ona była, nasze pole manewru jest ograniczone. Nieuczciwe byłoby jednak stwierdzenie, że pozbawione jest ono sensu. W wielu parafiach z takiej formy często korzystają chorzy, do których później z Komunią docierają szafarze - zwyczajni lub nadzwyczajni - by dać im możliwość właśnie pełniejszego uczestnictwa, w eucharystycznej łączności ze wspólnotą parafialną.
CZYTAJ DALEJ
Kiedy krypta w Asyżu staje się lustrem
Do św. Franciszka mam szczególny sentyment. Mój dziadek, członek Franciszkańskiego Zakonu Świeckich przy warszawskim kościele ojców kapucynów, od dzieciństwa czytał mi „Kwiatki św. Franciszka” i wciąż o nim opowiadał podczas rodzinnych spotkań. Od tych opowieści biła jakaś niesamowita radość i prostota, której wtedy nie umiałam nazwać.
Gdy dziś myślę o ludziach, którzy wchodzą do bazyliki św. Franciszka w Asyżu, by zobaczyć doczesne szczątki jednego z najbardziej znanych na świecie świętych, zastanawiam się, co ich tam tak naprawdę prowadzi. Jedni pewnie ściskają różaniec i półgłosem kłócą się z Bogiem, inni przybywają z sercem tak poranionym, że trudno im uwierzyć w jakiekolwiek przesłanie Biedaczyny z Asyżu. Są też zapewne i tacy, którzy chcą po prostu zaspokoić ciekawość - widzieli już ciało o. Pio, więc teraz może „kolej na Franciszka”. A jednak, ostatecznie wszyscy spotykają się w tym samym punkcie: przed ciałem człowieka, który 800 lat temu zaryzykował wiarę, że Ewangelią da się żyć naprawdę, a nie tylko „mniej więcej”.
CZYTAJ DALEJ