Reklama

Fakty i opinie

Prostota prawdy, ale całej...

Niedziela Ogólnopolska 21/2005

Graziako

Graziako

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Po raz pierwszy prezes IPN osobiście ujawnił opinii publicznej nazwisko rzekomego informatora komunistycznej służby bezpieczeństwa, wskazując na o. Konarada Hejmę. Piszę „rzekomego”, bo Leon Kieres nie ujawnił treści materiałów (mają dopiero zostać upublicznione), a o. Hejmo pomówieniom tym zaprzecza. Ten wyjątek, dokonany przez prezesa IPN, budzi zrozumiałe zdumienie i zainteresowanie, bo do tej pory informatorów i konfidentów ujawniali pokrzywdzeni, zapoznając się z ubecko-esbeckimi teczkami, bądź też historycy lub dziennikarze, badający te akta na podstawie specjalnych zezwoleń. Jeśli prezes IPN fatyguje się osobiście, by na specjalnie zwołanej konferencji prasowej ujawniać czyjeś personalia - można by wnioskować, że sprawa ta jest szczególnie ważna dla interesów i bezpieczeństwa państwa. Okazuje się jednak - i to jest właśnie bardzo dziwne - że nic podobnego! Że akta te były znane w IPN już od czterech lat, że nie dotyczą ani ważnych spraw dla interesów państwa polskiego, ani państwa watykańskiego (gdyby tak było, nie wątpię, że IPN ujawniłby je wcześniej), że nie wiadomo nawet, czy owe „700 stron akt” to jakieś raporty z wiadomościami poufnymi, czy opracowania ogólnodostępnych materiałów. Abstrahując więc od tego, czy o. Hejmo został pomówiony na podstawie wątpliwych materiałów, czy też zarzuty są zasadne - rodzi się kilka istotnych pytań.
Po pierwsze: dlaczego akurat prezes IPN ujawnia osobiście, z takim wielkim medialnym nagłośnieniem, sprawę niemającą żadnego związku z bezpieczeństwem państwa polskiego, z możliwością szantażu osób zajmujących ważne stanowiska w strukturach państwa polskiego i w jego życiu politycznym? Dlaczego akurat tę sprawę prezes Kieres wybrał na tego rodzaju spektakularne „otwarcie” będących w jego gestii zasobów IPN, chociaż w innych sprawach nie przejawiał takiego zaangażowania, a nawet przejawiał brak szczególnego zainteresowania np. sprawą „teczek” ministrów w rządzie Tadeusza Mazowieckiego...? Pytanie to wpisuje się w pewien kontekst polityczny, który też nie jest bez znaczenia. W końcu czerwca upływa kadencja obecnego prezesa IPN i zapowiedział on, że będzie ubiegał się o wybór na kadencję następną. Jako że Sejm nie rozwiązał się przed terminem - wyboru nowego prezesa dokona obecny Sejm, w którym postkomuniści mają większość. Można zatem odnieść przykre wrażenie, że prezes Kieres, ujawniając akurat tę niezbyt istotną dla polskiego życia państwowego i politycznego sprawę, kupuje sobie względy postkomunistów przed nadchodzącym wyborem nowego prezesa IPN.
Ale przecież rodzi się i refleksja dalece bardziej niepokojąca. Oto ujawnienie listy Wildsteina pokazało, że dla opinii publicznej sprawa nieskazitelności osób zajmujących ważne stanowiska w organach władzy, w mediach, na wyższych uczelniach i w innych ważnych miejscach struktur polityczno-państwowych nie jest wcale obojętna. Kilka tygodni temu w wypowiedziach prasowych zarówno Prymas Józef Glemp, jak i przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski abp Józef Michalik podzielili opinię o ważności i potrzebie oczyszczenia życia publicznego, o potrzebie prawdy w życiu publicznym. Kościół nie obawia się tej prawdy; ma przecież pełną świadomość, że w okresie komunistycznym właśnie Kościół był przedmiotem najintensywniej prowadzonej infiltracji, penetracji, prowokacji ze strony totalitarnego reżimu. Czy tej odważnej postawy hierarchów Kościoła wobec prawdy i potrzeby lustracji nie przerazili się ci, którzy od lat torpedują jej ujawnienie? Czy - wobec zdecydowanego stanowiska zarówno Księdza Prymasa, jak i Przewodniczącego Konferencji Episkopatu - nie sięgnęli po „sprawę o. Hejmy” tylko po to, by przestraszyć Kościół, wręcz zaszantażować: „Nie popierajcie lustracji, bo znajdziemy więcej takich teczek”?
Nie sądzę, aby Kościół - duchowieństwo i wierni w Polsce - obawiał się lustracji, by obawiał się zmierzyć z tą sprawą we własnych szeregach i środowisku. Trudno jednak akceptować sytuację, w której prezes IPN - instytucji państwowej - osobiście ujawnia marginalną w sumie „sprawę o. Hejmy”, podczas gdy nie ujawnia publicznie stokroć ważniejszych spraw związanych z osobami, które nadal pełnią lub mogą pełnić ważne funkcje państwowe i publiczne, stanowiąc wielkie zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa i jego praworządnego, uczciwego funkcjonowania. Oczekiwałbym więc od obecnego prezesa IPN inicjatyw lustracyjnych bardziej adekwatnych wobec zagrożeń i tak już zanarchizowanej III Rzeczypospolitej. Jedno drugiego zresztą nie wyklucza - ale... gdzież jest „to drugie”?... A co do bardzo prawdopodobnej hipotezy o próbie zaszantażowania Kościoła „teczką o. Hejmy” - warto przypomnieć starą prawdę: z szantażystą się nie rozmawia, szantażystę się przepędza. Gdy szantaż pali na panewce i wychodzi na jaw - kompromituje szantażystę podwójnie.
Prezes IPN poinformował, że to podwładna dostarczyła mu teczkę o. Hejmy, potem udała się na urlop i jest nieuchwytna dla dziennikarzy. Trudno więc zapytać ją choćby o to, dlaczego dopiero teraz zainteresowała swego przełożonego tymi aktami...

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2005-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Malował obrazy szatana. Po śmierci klinicznej nawrócił się i... zbudował pierwszą w Polsce kaplicę pod wezwaniem św. Faustyny

2026-10-04 20:39

[ TEMATY ]

świadectwo

śmierć kliniczna

św. Faustyna

Archiwum ks. Wiktora Szponara/"Życie po śmierci 2" wyd. FRONDA

Jan Ben Radecki przekazuje Ojcu Świętemu Janowi Pawłowi II kronikę dokumentującą budowę kaplicy pod wezwaniem św. Faustyny.

Jan Ben Radecki przekazuje Ojcu Świętemu Janowi Pawłowi II kronikę dokumentującą budowę kaplicy pod wezwaniem św. Faustyny.

Przemiana, którą przeżył Jan Ben Radecki, jest jedną z najbardziej niezwykłych. Z malarza obrazów satanistycznych do ekstrawaganckiej kawiarni na rynku we Wrocławiu o wiele mówiącej nazwie Mefisto, Radecki stał się fundatorem i budowniczym pierwszej w Polsce kaplicy pod wezwaniem św. siostry Faustyny.

Wywiad pochodzi z książki Życie po śmierci 2 autorstwa ks. Wiktora Szponara, wyd. FRONDA. Książka w całości do kupienia w nasszej księgarni: ksiegarnia.niedziela.pl.
CZYTAJ DALEJ

Bartolo Longo nie od zawsze był święty!

[ TEMATY ]

nowenna pompejańska

Bartolo Longo

Archiwum Sanktuarium w Pompejach

Każdy grzesznik, nawet najbardziej upadły, może znaleźć ocalenie w Różańcu – tę myśl zapisał bł. Bartolo Longo

Każdy grzesznik, nawet najbardziej upadły, może znaleźć ocalenie w Różańcu – tę myśl zapisał bł. Bartolo Longo

Dobrze znany scenariusz: pobożny syn wyjeżdża na studia, wpada w złe towarzystwo, oddala się od Boga i popełnia błędy. Najczęściej jednak nie osiągają one takich rozmiarów jak w przypadku Bartolo Longo, który przez lata żył jako satanistyczny kapłan.

Jak wielu świętych, Bartolo wychował się w gorliwej, katolickiej rodzinie. Pobożni rodzice z południowych Włoch, dr Bartolomeo Longo i Antonina Luparelli, codziennie odmawiali Różaniec. W 1851 r. mając zaledwie 10 lat, chłopiec stracił ojca. Był to przełomowy moment w życiu młodego Włocha. Od tego tragicznego wydarzenia Bartolo coraz bardziej oddalał się od wiary katolickiej. Rozpoczynając studia prawnicze na uniwersytecie w Neapolu, pod wpływem m.in. profesorów dołączył do antyklerykalnego ruchu.
CZYTAJ DALEJ

Odmawiam różaniec, ale myślę o wszystkim oprócz różańca

2026-10-05 20:45

[ TEMATY ]

rożaniec

Karol Porwich/Niedziela

W odmawianiu Różańca jest nasza siła

W odmawianiu Różańca jest nasza siła

Przy pierwszym „Zdrowaś Maryjo” jeszcze wiemy, po co się modlimy. Przy drugim przypominamy sobie, że mieliśmy odpisać na wiadomość. Przy trzecim myślimy o jutrze. Przy czwartym wraca rozmowa sprzed kilku dni. Przy piątym zastanawiamy się, czy o czymś ważnym nie zapomnieliśmy. I nagle orientujemy się, że właśnie skończyliśmy dziesiątkę. Chyba wielu z nas zna ten moment.

Bierzemy różaniec do ręki. Siadamy albo wychodzimy na spacer. Chcemy się pomodlić. Naprawdę chcemy. Przez chwilę jesteśmy skupieni, a potem myśli zaczynają biec w zupełnie inną stronę. Praca, zakupy, wiadomość, na którą wciąż nie odpisaliśmy. Ktoś, kto nas zranił. Ktoś, za kim tęsknimy. Sprawa, którą odkładamy od kilku tygodni. Coś, co wydarzyło się dzisiaj. Coś, co może wydarzyć się jutro. Czasem można odnieść wrażenie, że właśnie podczas różańca przypominamy sobie o wszystkim. I wtedy pojawia się myśl: „Przecież ja się w ogóle nie modlę”. Ale może nie do końca tak jest.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję