W ostatnim programie Otwartego Studia Cybernetyki 7 w Telewizji Puls, prowadzonym przez częstochowianina Janka Pospieszalskiego, podjęto niezwykle ważną dyskusję na temat roli samorządu terytorialnego. Jako uczestnik tej debaty uważam, że temat jest kluczowy dla przyszłości naszego kraju, nie tylko dlatego, że wkrótce odbędą się samorządowe wybory.
Reaktywowanie polskiego samorządu terytorialnego 27 maja 1990 r. w pierwszych wolnych wyborach po II wojnie światowej było jednym z najważniejszych faktów tworzących suwerenne państwo. Idea samorządu wyrasta wprost z zasady pomocniczości, która od rodziny, poprzez wspólnotę lokalną, aż do społeczności większych buduje system organizacji społeczeństwa.
Dzięki samorządom w polskich gminach i miastach po 1990 r. (mając wreszcie wybranych prawdziwych gospodarzy) nastąpił wyraźny rozwój, zwiększyły się znacznie inwestycje komunalne, te najpotrzebniejsze w zakresie zaopatrzenia w wodę, gospodarki ściekowej, drogownictwa, lepiej organizowano sferę społeczną i edukacyjną.
Samorząd terytorialny to niekwestionowana zdobycz polskich przemian.
Dzisiaj znów rozpoczęły się tendencje do recentralizacji, odbierania tego, o czym decydowały społeczności lokalne i regionalne.
Minister scentralizował decyzję o finansowaniu lecznictwa, a samorządy zostały sprowadzone do roli właścicieli kamienic czynszowych z lokatorami z kwaterunku. Muszą utrzymywać obiekty, ponoszą odpowiedzialność społeczną za ludzi w nich zatrudnionych, równocześnie nie mają żadnego wpływu na rozdział środków finansowych.
Podobne plany dotyczą funduszy ochrony środowiska. Brak jest dotychczas ustawy o finansach jednostek samorządu terytorialnego. Weto prezydenta z września 2001 r. przekreśliło systemowe rozwiązania tej oczekiwanej ustawy.
Coraz więcej rządowych pomysłów realizowanych jest przy założeniu - "z centrum widać lepiej".
Mimo tych wszystkich problemów trzeba pamiętać, że samorząd to cała wspólnota mieszkańców miasta czy gminy, to my wszyscy. Jakość zarządzania miastem, uczciwość w podejmowaniu decyzji zależą bezpośrednio od tego, kogo wybieramy, dlatego akt wyborczy ma tak niezwykłe znaczenie, a jego skutki na wiele lat wpływają na sytuację w mieście. Szczególne będzie znaczenie wyborów w tym roku, ponieważ po raz pierwszy w sposób bezpośredni będą wybierani prezydent miasta, burmistrzowie i wójtowie. Samorząd to współdziałanie i współodpowiedzialność, to nie tylko inwestycje i prawo samorządowe. Samorząd to lokalny patriotyzm, to miłość do swojego miasta, poznawanie jego historii.
Samorząd to dialog z lokalnymi środowiskami gospodarczymi i społecznymi dla budowania jak najlepszej strategii rozwoju oraz wyprzedzania napięć i konfliktów.
Samorząd to troska o młodzież, aby kultywowała wartości rodzinne i zdobywając wiedzę, pamiętała, gdzie są jej korzenie.
Gorąco proszę o udział w wyborach samorządowych - od tego zależy przyszłość Częstochowy.
Paweł dowodzi niezależności swojej Ewangelii biografią, i jest to biografia zeznana jak przed sądem: „słyszeliście przecież o moim postępowaniu ongiś, gdy jeszcze wyznawałem judaizm, jak z niezwykłą gorliwością zwalczałem Kościół Boży i usiłowałem go zniszczyć”. Apostoł niczego nie retuszuje. Jego przeszłość prześladowcy jest częścią argumentu. Nikt nie mógł go nauczyć Ewangelii, bo nie przebywał wśród uczniów. Był po przeciwnej stronie. „Prześcigałem w żarliwości o judaizm wielu rówieśników”. Gorliwość Pawła była gorliwością zelotyczną, wzorowaną na Pinchasie i Eliaszu, gotową do przemocy w obronie Prawa. Przełom opisuje językiem powołań prorockich: „gdy jednak spodobało się Temu, który wybrał mnie jeszcze w łonie matki mojej i powołał łaską swoją, aby objawić Syna swego we mnie”. To niemal dosłowne echo Jeremiasza (Jr 1,5) i Sługi Pańskiego (Iz 49,1). Paweł opisuje nawrócenie jako powołanie w obrębie tej samej historii Boga z Izraelem. Ten, który posyłał proroków, posłał i jego, „abym Ewangelię o Nim głosił poganom”. Znamienna jest dyskrecja: „objawić Syna swego we mnie”. Wydarzenie damasceńskie, które Łukasz opowie trzykrotnie z narracyjnym rozmachem, sam Paweł wspomina półzdaniem. Chronologia, którą podaje, ma wartość dowodową. Nie radził się „ciała i krwi”, poszedł do Arabii, wrócił do Damaszku, dopiero po trzech latach udał się do Jerozolimy „zapoznać się z Kefasem” i pozostał u niego piętnaście dni, nie widując innych apostołów oprócz Jakuba. Grecki czasownik historēsai, zapoznać się, znaczy tyle co odwiedzić w celu poznania. Z tej wizyty nie da się wyprowadzić zależności doktrynalnej. A jednak Paweł nie buduje Ewangelii przeciwko Jerozolimie. Przyszedł do Kefasa, bo komunia z Piotrem należy do prawdy jego posłannictwa. Niezależność objawienia i więź z Kościołem apostolskim nie kłócą się u niego ani przez chwilę. Finał jest doksologią cudzej wdzięczności. Kościoły Judei, znające go tylko ze słyszenia, „wielbiły Boga z mojego powodu”. Prześladowca głosi wiarę, którą chciał zniszczyć. Taka odmiana ma tylko jedno wytłumaczenie, i właśnie ono jest treścią uwielbienia.
Przy pierwszym „Zdrowaś Maryjo” jeszcze wiemy, po co się modlimy. Przy drugim przypominamy sobie, że mieliśmy odpisać na wiadomość. Przy trzecim myślimy o jutrze. Przy czwartym wraca rozmowa sprzed kilku dni. Przy piątym zastanawiamy się, czy o czymś ważnym nie zapomnieliśmy. I nagle orientujemy się, że właśnie skończyliśmy dziesiątkę. Chyba wielu z nas zna ten moment.
Bierzemy różaniec do ręki. Siadamy albo wychodzimy na spacer. Chcemy się pomodlić. Naprawdę chcemy. Przez chwilę jesteśmy skupieni, a potem myśli zaczynają biec w zupełnie inną stronę. Praca, zakupy, wiadomość, na którą wciąż nie odpisaliśmy. Ktoś, kto nas zranił. Ktoś, za kim tęsknimy. Sprawa, którą odkładamy od kilku tygodni. Coś, co wydarzyło się dzisiaj. Coś, co może wydarzyć się jutro. Czasem można odnieść wrażenie, że właśnie podczas różańca przypominamy sobie o wszystkim. I wtedy pojawia się myśl: „Przecież ja się w ogóle nie modlę”. Ale może nie do końca tak jest.
Tygodnik Katolicki „Niedziela” świętuje 100 lat istnienia. Centralnym punktem obchodów była dziękczynna Eucharystia na Jasnej Górze. Prezentujemy homilię, w której przedstawiciel Ojca Świętego w Polsce przypomniał o misji i wyzwaniach stojących przed mediami katolickimi.
1. Drodzy Bracia i Siostry, z głęboką wdzięcznością gromadzimy się na sprawowanie Eucharystii, tutaj, w Sanktuarium na Jasnej Górze. Eucharystia jest bowiem najdoskonalszym dziękczynieniem, poprzez które Kościół wielbi Boga za wszystkie Jego dobrodziejstwa. Podczas tej Mszy Świętej w sposób szczególny składamy dziękczynienie za stulecie katolickiego tygodnika „Niedziela”. To nasze dziękczynienie przeżywamy u stóp Królowej Polski oraz w święto świętego Stanisława Kostki, obchodzone w tym roku szczególnie, bo wspominamy trzechsetną rocznicę jego kanonizacji.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.