Reklama

Chiński mur olimpijski

Rozpoczynające się igrzyska olimpijskie w Pekinie niczego nie zmienią w życiu Chińczyków. Impreza, która miała poprawić przestrzeganie elementarnych praw ludzkich w tym kraju, najpewniej jeszcze je pogorszy

Niedziela Ogólnopolska 32/2008, str. 10-11

POMOC KOŚCIOŁOWI W POTRZEBIE

POMOC KOŚCIOŁOWI W POTRZEBIE

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

A miało być tak pięknie. Idea władz olimpijskich wydawała się prosta: oddajemy organizację igrzysk Chinom, ale pod warunkami, które miały wymusić na ich komunistycznych władzach liberalizację kraju. Co dziś zostało z tych zobowiązań?
- Nie zostało nic - ocenia Krzysztof Łoziński, znawca Dalekiego Wschodu, autor książek i opracowań o Chinach. - Nigdy zresztą nie było szansy, żeby olimpiada cokolwiek zmieniła. Natomiast pokazało to, że działacze olimpijscy nie pojmują komunistycznych Chin.
Ks. dr Waldemar Cisło, dyrektor polskiej sekcji organizacji Pomoc Kościołowi w Potrzebie, też nie ma złudzeń. - Nie bądźmy naiwni, że igrzyska coś zmienią - mówi. - Ten kraj ma za duże znaczenie gospodarcze, żeby zachodni politycy twardo domagali się przestrzegania praw człowieka, ryzykując zadrażnienia. Pieniądze górują nad prawami człowieka.

Co oferuje obóz pracy

Reklama

Wiktor M. (imię zmienione), Polak, który od 10 lat robi interesy w Chinach, uważa, że ten kraj ma kilka twarzy, a ograniczenia narzucane przez komunistów daje się czasem omijać. Bo drakońskie przepisy, ograniczające np. liczbę dzieci w rodzinie, przeważnie nie sięgają na prowincję. Tam życie często toczy się jak w XIX wieku.
- Mieszkańcy wsi z głębi kraju machają ręką na władzę. Są biedni, niewiele mają do stracenia. A ludzi z kapitalistycznego wybrzeża stać np. na drugie dziecko. Muszą tylko zapłacić sporą karę - mówi. To na prowincji wybuchają bunty i zamieszki. Często wiążą się z działaniami lokalnych władz przeżartych korupcją. Potem wojsko zaprowadza porządek. - Giną ludzie, ale nic się nie zmienia. Nawet w sąsiedniej prowincji nikt o tym nie usłyszy, bo nie ma wolnych mediów.
Inaczej jest na wybrzeżu. Tu trwa kapitalistyczna gonitwa. Już pierwsze zetknięcie z nią było dla Wiktora M. porażające. Upodleni ludzie, mieszkający po 20 osób w jednym pokoju, i nieokrzesany, dziki kapitalizm. - Wszystko jest prywatne: szpitale, szkoły. Człowiek może zdychać na ulicy i nikt się nie zainteresuje - opowiada.
Kapitalizm jest koncesjonowany. - Fabryki dostają licencje na działalność na rok. Prawie zawsze otrzymują ją ponownie, ale władze mają na nie bat - mówi Wiktor M. - To wszystko jest podlane sosem nieprawdopodobnego nacjonalizmu, podsycanego przez władze. Chińczycy złego słowa nie dadzą powiedzieć na Chiny. Rządzącą partię tłumaczą, że nawet jeśli coś robi źle, to pewnie dlatego, że inaczej się nie da.
Niewielu ludzi chce mówić o istnieniu obozów pracy, a może niektórzy w ogóle o nich nie wiedzą. On zetknął się z obozami, gdy próbował zlokalizować firmę, która proponowała produkcję za bardzo niską cenę. Okazało się, że dobrą cenę oferuje... obóz pracy. I w takiej atmosferze musi działać Kościół.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Jedna partia, jedna wiara

Reklama

Choć partia komunistyczna usiłuje wpajać materializm, ogromna większość mieszkańców Chin przyznaje się do buddyzmu i taoizmu. Są też niewielkie, w odniesieniu do aż 1,3 mld mieszkańców Chin, wspólnoty chrześcijańskie. Oficjalne dane mówiące o liczbie chrześcijan są zaniżone.
- Propaganda mówi o 14 mln chrześcijan, podczas gdy realne szacunki podają co najmniej 40 mln, czyli 3 proc. wszystkich mieszkańców. Z tego ponad jedna trzecia, czyli około 14 mln, to katolicy - mówi Tomasz Korczyński, socjolog z Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie i stowarzyszenia Pomoc Kościołowi w Potrzebie.
Chińscy katolicy to odważni ludzie. Kolejne stulecia przynosiły nowe fale prześladowań. W latach 50. i 60. XX wieku nastąpiło apogeum. Chiński Kościół podzielił się. Powstało Patriotyczne Stowarzyszenie Katolików Chińskich, koncesjonowane przez władze, które zerwało łączność z Watykanem, a obok istniał Kościół podziemny, uznający zwierzchnictwo Stolicy Apostolskiej.
W ostatnich latach podział staje się mniej wyraźny. Dzieje się tak dzięki rozważnemu postępowaniu Watykanu. - Obydwa Kościoły zaczynają się przenikać. Odprawiane są nawet wspólne Msze św. Papież Benedykt XVI stara się rozwijać ten trudny dialog - podkreśla ks. Cisło.
Kościoły nieuznawane przez władze są uważane za sekty. - Każdy, kto należy do Kościoła, jest przestępcą, może zostać skazany na ciężkie roboty - podkreśla Jan Jekiełek, pełnomocnik organizacji International Society for Human Rights w Polsce.
- Władza - szczególnie na prowincji - przymyka na różne rzeczy oko. Jednak gdy przyjedzie ksiądz i zbyt głośno mówi np. o represjach, może być pewny, że władze się nim zainteresują - kontynuuje Jekiełek. Co go czeka? Mówią o tym wstrząsające raporty międzynarodowych organizacji praw człowieka.

„Lojalka” nie wystarczy

Reklama

W więzieniach i obozach pracy pozostaje sporo ponad 20 tys. chrześcijan. Jest wśród nich kilkuset księży i osób zakonnych oraz przynajmniej 12 biskupów. W ostatnich czterech latach wskutek represji zmarło 40 biskupów. - Wszyscy przeszli przez więzienia z wyrokami 15, 20, 30 lat - w zależności od tego, jak się narazili partii - mówi Korczyński. Jednak paradoksalnie, im większe jest prześladowanie Kościoła, tym większa wiara. Rocznie w Chinach odnotowuje się nawet 100 tys. nawróceń!
Jekiełek działalność władz chińskich zna na wyrywki. - Wszystko będące niezgodne z linią partii uważane jest za zagrożenie. Ale nie wiadomo dokładnie, co jest zabronione. Chodzi o wytworzenie atmosfery strachu, samokontroli - mówi. - W wielu takich przypadkach władzom chodzi o przypomnienie, kto tu rządzi. Na przykład: jakaś wspólnota wybudowała sobie kościół. Dłuższy czas stoi, aż nagle władze sobie o nim przypomną, przyjeżdżają wówczas buldożery i niszczą...
Reżim uśmiercił w przeszłości miliony ludzi. Postęp polega na tym, że teraz skupia się na wewnętrznym niszczeniu ludzi. - Wpadłeś w sidła chińskiej bezpieki? Dostaniesz szansę, ale samo podpisanie „lojalki” nie wystarczy. Trzeba jeszcze oskarżać znajomych. Wydałeś ich - jesteś lojalny. Jest pewność, że zostałeś zreedukowany - opowiada Jekiełek. - Twoje samooskarżenie - opis, jakie złe było to, co robiłeś - jest nagrywane na wideo i wykorzystywane przez propagandę. Jesteś pod presją nie tylko strachu o siebie, szantażują cię też losem twojej rodziny. Orężem walki ze społeczeństwem jest sterylizacja i aborcja. Korczyński widział fotografie z przeprowadzania aborcji. - Kobiety były trzymane w dybach - mówi. - Nic dziwnego, że w trakcie tych zabiegów dochodzi do przypadków śmierci.

„Znicz wiary”

Zachód staje w obronie Kościoła w Chinach, ale jego działania nie wychodzą poza ostrożne słowa. - W mediach sporo mówi się o Tybecie, tamtejszych mnichach, represjach wobec nich. Nie mówi się o chrześcijanach, o tych trzymanych w obozach, więzieniach. W tej sprawie panuje milczenie świata - stwierdza ks. Cisło.
Dlatego przed rozpoczynającymi się 8 sierpnia w Pekinie igrzyskami stowarzyszenie zainicjowało akcję „Znicz wiary”. Ma ona uświadomić Polakom, jakich nadużyć wobec chrześcijan dopuszczają się komuniści w Chinach. Jest to zarazem zachęta do konkretnej pomocy i modlitwy za ten kraj (więcej na ten temat: www.pkwp.org).
„Znicz wiary” przebiega według zasady trzech kroków. Pierwszy - to informacja. - Przy współpracy mediów staramy się zainteresować sytuacją chrześcijan w Chinach. Drugi krok to modlitwa. Każdy może się w nią włączyć, tworząc krąg solidarności. I wreszcie trzeci krok: tych, których na to stać, prosimy o wsparcie materialne - mówi ks. Cisło.
„[Wpłać] 350 zł - zachęcają m.in. autorzy akcji - pokryj dachem mały dom księdza albo sióstr zakonnych. Ogromne różnice między bogatymi a biednymi sprawiają, że księża pełnią swoją posługę, będąc często w skrajnej biedzie. [Wpłać] 50 zł - wydrukuj i rozprowadź pięć egzemplarzy małego katechizmu katolickiego. W Chinach istnieje ogromne zapotrzebowanie na książki oraz inne wydawnictwa dostarczające rzetelnej wiedzy na temat wiary”.

Wystarczą dwa tysiące

Oddanie organizacji igrzysk Chinom wydawało się dobrym pomysłem także dlatego, że kontakt z ludźmi z zewnątrz mógł być przełomowy dla Chińczyków. Tyle że, według Łozińskiego, to duże nieporozumienie. - Chiny są otwarte, od dawna można tam podróżować, ale to niczego nie zmienia. Mają kontakt z cudzoziemcami, a totalitarne władze trwają i trzymają w rękach całą władzę.
Można też z Chin wyjechać. - Wystarczy dać 2 tys. dolarów łapówki za paszport umożliwiający wyjazd. Inna rzecz, że mało kto takie pieniądze ma, bo naród na ogół jest biedny - dodaje Łoziński.
Oddanie igrzysk Chinom to - zdaniem Jekiełka - jak wpuszczenie lisa do kurnika. - Czy pan wie, że władze chciały zakazać nawet przywożenia w czasie olimpiady Pisma Świętego do Chin?! - pyta. - Igrzyska nie zmienią sytuacji w Chinach ani na jotę. Uwiarygodnią tylko reżim.
Pomysł organizowania olimpiady w Chinach kojarzy mu się z oddaniem jej Niemcom w 1936 r. Jednak, zdaniem Jekiełka, jest też zasadnicza różnica: w 1936 r. najgorszych rzeczy hitlerowcy jeszcze nie zrobili. W tym przypadku natomiast od początku było wiadomo, z kim mamy do czynienia.
Co dziś można zrobić? Zbojkotować otwarcie olimpiady. - Nikt nie powinien oglądać rozpoczęcia - ani na żywo, ani w telewizji - zaleca Jekiełek. Namawia też do przyjścia w dniu i o godzinie rozpoczęcia igrzysk pod chińską ambasadę, aby uczestniczyć w ich alternatywnym otwarciu. Będzie tam również m.in. Tomasz Korczyński.
Nadzieje związane z igrzyskami w Pekinie były nieco na wyrost - przyznaje ks. Cisło. Ale jest optymistą. - Możemy się odnieść do czasów, gdy istniał PRL - mówi. - Ilu było wtedy optymistów? Gdy założyciel naszego stowarzyszenia - o. Werenfried van Straaten mówił o rychłym upadku imperium sowieckiego, wielu pukało się w czoło. A on był przekonany, że przy pomocy modlitwy jesteśmy władni obalić imperium zła. I, jak się okazało, miał rację.

2008-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Święty Jan Chryzostom

[ TEMATY ]

święty

Jan z Antiochii, nazywany Chryzostomem, czyli „Złotoustym”, z racji swej wymowy, jest nadal żywy, również ze względu na swoje dzieła. Anonimowy kopista napisał, że jego dzieła „przemierzają cały świat jak świetliste błyskawice”. Pozwalają również nam, podobnie jak wierzącym jego czasów, których okresowo opuszczał z powodu skazania na wygnanie, żyć treścią jego ksiąg mimo jego nieobecności. On sam sugerował to z wygnania w jednym z listów (por. Do Olimpiady, List 8, 45).

Urodził się około 349 r. w Antiochii w Syrii (dzisiaj Antakya na południu Turcji), tam też podejmował posługę kapłańską przez około 11 lat, aż do 397 r., gdy został mianowany biskupem Konstantynopola. W stolicy cesarstwa pełnił posługę biskupią do czasu dwóch wygnań, które nastąpiły krótko po sobie - między 403 a 407 r. Dzisiaj ograniczymy się do spojrzenia na lata antiocheńskie Chryzostoma. W młodym wieku stracił ojca i żył z matką Antuzą, która przekazała mu niezwykłą wrażliwość ludzką oraz głęboką wiarę chrześcijańską. Odbył niższe oraz wyższe studia, uwieńczone kursami filozofii oraz retoryki. Jako mistrza miał Libaniusza, poganina, najsłynniejszego retora tego czasu. W jego szkole Jan stał się wielkim mówcą późnej starożytności greckiej. Ochrzczony w 368 r. i przygotowany do życia kościelnego przez biskupa Melecjusza, przez niego też został ustanowiony lektorem w 371 r. Ten fakt oznaczał oficjalne przystąpienie Chryzostoma do kursu eklezjalnego. Uczęszczał w latach 367-372 do swego rodzaju seminarium w Antiochii, razem z grupą młodych. Niektórzy z nich zostali później biskupami, pod kierownictwem słynnego egzegety Diodora z Tarsu, który wprowadzał Jana w egzegezę historyczno-literacką, charakterystyczną dla tradycji antiocheńskiej. Później udał się wraz z eremitami na pobliską górę Sylpio. Przebywał tam przez kolejne dwa lata, przeżyte samotnie w grocie pod przewodnictwem pewnego „starszego”. W tym okresie poświęcił się całkowicie medytacji „praw Chrystusa”, Ewangelii, a zwłaszcza Listów św. Pawła. Gdy zachorował, nie mógł się leczyć sam i musiał powrócić do wspólnoty chrześcijańskiej w Antiochii (por. Palladiusz, „Życie”, 5). Pan - wyjaśnia jego biograf - interweniował przez chorobę we właściwym momencie, aby pozwolić Janowi iść za swoim prawdziwym powołaniem. W rzeczywistości, napisze on sam, postawiony wobec alternatywy wyboru między trudnościami rządzenia Kościołem a spokojem życia monastycznego, tysiąckroć wolałby służbę duszpasterską (por. „O kapłaństwie”, 6, 7), gdyż do tego właśnie Chryzostom czuł się powołany. I tutaj nastąpił decydujący przełom w historii jego powołania: został pasterzem dusz w pełnym wymiarze! Zażyłość ze Słowem Bożym, pielęgnowana podczas lat życia eremickiego, spowodowała dojrzewanie w nim silnej konieczności przepowiadania Ewangelii, dawania innym tego, co sam otrzymał podczas lat medytacji. Ideał misyjny ukierunkował go, płonącą duszę, na troskę pasterską. Między 378 a 379 r. powrócił do miasta. Został diakonem w 381 r., zaś kapłanem - w 386 r.; stał się słynnym mówcą w kościołach swego miasta. Wygłaszał homilie przeciwko arianom, następnie homilie na wspomnienie męczenników antiocheńskich oraz na najważniejsze święta liturgiczne. Mamy tutaj do czynienia z wielkim nauczaniem wiary w Chrystusa, również w świetle Jego świętych. Rok 387 był „rokiem heroicznym” dla Jana, czasem tzw. przewracania posągów. Lud obalił posągi cesarza, na znak protestu przeciwko podwyższeniu podatków. W owych dniach Wielkiego Postu, jak i wielkiej goryczy z powodu ogromnych kar ze strony cesarza, wygłosił on 22 gorące „Homilie o posągach”, ukierunkowane na pokutę i nawrócenie. Potem przyszedł okres spokojnej pracy pasterskiej (387-397). Chryzostom należy do Ojców najbardziej twórczych: dotarło do nas jego 17 traktatów, ponad 700 autentycznych homilii, komentarze do Ewangelii Mateusza i Listów Pawłowych (Listy do Rzymian, Koryntian, Efezjan i Hebrajczyków) oraz 241 listów. Nie uprawiał teologii spekulatywnej, ale przekazywał tradycyjną i pewną naukę Kościoła w czasach sporów teologicznych, spowodowanych przede wszystkim przez arianizm, czyli zaprzeczenie boskości Chrystusa. Jest też ważnym świadkiem rozwoju dogmatycznego, osiągniętego przez Kościół w IV-V wieku. Jego teologia jest wyłącznie duszpasterska, towarzyszy jej nieustanna troska o współbrzmienie między myśleniem wyrażonym słowami a przeżyciem egzystencjalnym. Jest to przewodnia myśl wspaniałych katechez, przez które przygotowywał katechumenów na przyjęcie chrztu. Tuż przed śmiercią napisał, że wartość człowieka leży w „dokładnym poznaniu prawdziwej doktryny oraz w uczciwości życia” („List z wygnania”). Te sprawy, poznanie prawdy i uczciwość życia, muszą iść razem: poznanie musi się przekładać na życie. Każda jego mowa była zawsze ukierunkowana na rozwijanie w wierzących wysiłku umysłowego, autentycznego myślenia, celem zrozumienia i wprowadzenia w praktykę wymagań moralnych i duchowych wiary. Jan Chryzostom troszczył się, aby służyć swoimi pismami integralnemu rozwojowi osoby, w wymiarach fizycznym, intelektualnym i religijnym. Różne fazy wzrostu są porównane do licznych mórz ogromnego oceanu: „Pierwszym z tych mórz jest dzieciństwo” (Homilia 81, 5 o Ewangelii Mateusza). Rzeczywiście, „właśnie w tym pierwszym okresie objawiają się skłonności do wad albo do cnoty”. Dlatego też prawo Boże powinno być już od początku wyciśnięte na duszy, „jak na woskowej tabliczce” (Homilia 3, 1 do Ewangelii Jana): w istocie jest to wiek najważniejszy. Musimy brać pod uwagę, jak ważne jest, aby w tym pierwszym etapie życia człowiek posiadł naprawdę te wielkie ukierunkowania, które dają właściwą perspektywę życiu. Dlatego też Chryzostom zaleca: „Już od najwcześniejszego wieku uzbrajajcie dzieci bronią duchową i uczcie je czynić ręką znak krzyża na czole” (Homilia 12, 7 do Pierwszego Listu do Koryntian). Później przychodzi okres dziecięcy oraz młodość: „Po okresie niemowlęcym przychodzi morze okresu dziecięcego, gdzie wieją gwałtowne wichury (…), rośnie w nas bowiem pożądliwość…” (Homilia 81, 5 do Ewangelii Mateusza). Potem jest narzeczeństwo i małżeństwo: „Po młodości przychodzi wiek dojrzały, związany z obowiązkami rodzinnymi: jest to czas szukania współmałżonka” (tamże). Przypomina on cele małżeństwa, ubogacając je - z odniesieniem do cnoty łagodności - bogatą gamą relacji osobowych. Dobrze przygotowani małżonkowie zagradzają w ten sposób drogę rozwodowi: wszystko dzieje się z radością i można wychowywać dzieci w cnocie. Gdy rodzi się pierwsze dziecko, jest ono „jak most; tych troje staje się jednym ciałem, gdyż dziecko łączy obie części” (Homilia 12, 5 do Listu do Kolosan); tych troje stanowi „jedną rodzinę, mały Kościół” (Homilia 20, 6 do Listu do Efezjan). Przepowiadanie Chryzostoma dokonywało się zazwyczaj podczas liturgii, w „miejscu”, w którym wspólnota buduje się Słowem i Eucharystią. Tutaj zgromadzona wspólnota wyraża jeden Kościół (Homilia 8, 7 do Listu do Rzymian), to samo słowo jest skierowane w każdym miejscu do wszystkich (Homilia 24, 2 do Pierwszego Listu do Koryntian), zaś komunia Eucharystyczna staje się skutecznym znakiem jedności (Homilia 32, 7 do Ewangelii Mateusza). Jego plan duszpasterski był włączony w życie Kościoła, w którym wierni świeccy przez fakt chrztu podejmują zadania kapłańskie, królewskie i prorockie. Do wierzącego laika mówi: „Również ciebie chrzest czyni królem, kapłanem i prorokiem” (Homilia 3, 5 do Drugiego Listu do Koryntian). Stąd też rodzi się fundamentalny obowiązek misyjny, gdyż każdy w jakiejś mierze jest odpowiedzialny za zbawienie innych: „Jest to zasada naszego życia społecznego (…) żeby nie interesować się tylko sobą” (Homilia 9, 2 do Księgi Rodzaju). Wszystko dokonuje się między dwoma biegunami, wielkim Kościołem oraz „małym Kościołem” - rodziną - we wzajemnych relacjach. Jak możecie zauważyć, Drodzy Bracia i Siostry, ta lekcja Chryzostoma o autentycznej obecności chrześcijańskiej wiernych świeckich w rodzinie oraz w społeczności pozostaje również dziś jak najbardziej aktualna. Módlmy się do Pana, aby uczynił nas wrażliwymi na nauczanie tego wielkiego Nauczyciela Wiary.
CZYTAJ DALEJ

Mury, które pamiętają

2026-09-12 21:30

Maciej Rajfur

Msza św. z okazji 300-lecia kościoła w Bychowie

Msza św. z okazji 300-lecia kościoła w Bychowie

Trzysta lat modlitwy, chrztów, ślubów, pierwszych Komunii i spowiedzi. Barokowy kościół św. Jana Nepomucena w Bychowie świętuje jubileusz. Podczas uroczystej Eucharystii bp Maciej Małyga przypomniał, że te mury są świadkami historii kolejnych pokoleń.

Co mogłyby opowiedzieć, gdyby potrafiły mówić? O modlitwach, które przez trzy stulecia wznosiły się tutaj do Boga. O chrztach, ślubach i pierwszych Komuniach. O spowiedziach i chwilach, w których człowiek przychodził do świątyni, szukając Boga.
CZYTAJ DALEJ

Leon XIV wspomina ofiary zamachów z 11 września 2001

2026-09-13 15:24

[ TEMATY ]

Papież Leon XIV

ofiary zamachów

11 września 2001

Vatican Media

Papież Leon XIV

Papież Leon XIV

Papież przypomniał o ofiarach zamachów terrorystycznych z 11 września 2001 r. i wezwał do modlitwy o pokój. Zwracając się do wiernych zgromadzonych na Placu św. Piotra, Ojciec Święty modlił się za tych, którzy stracili życie, ich rodziny oraz wszystkich cierpiących z powodu przemocy i wojny.

Ojciec Święty nawiązał do rocznicy zamachów po modlitwie Anioł Pański. Pamięcią objął zarówno tych, którzy stracili życie 11 września 2001 roku, jak i osoby, które nadal noszą fizyczne i duchowe rany tamtych wydarzeń.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję