Reklama

Wiara

Wiara mojej babci

I weź wszystkich, którzy cierpiąc patrzą w Twoją stronę,
Matko Boska Częstochowska, pod Twoją obronę.
Jan Lechoń


Cudowny wizerunek Matki Bożej Częstochowskiej otaczany jest czcią wiernych od wielu stuleci. Do Sanktuarium Jasnogórskiego zmierzają niezliczone rzesze pielgrzymów z całego świata, ufnych w duchowe orędownictwo Maryi u tronu Boga Ojca. O tym, jak wiele łask uprosiła Królowa Polski swym ziemskim dzieciom, świadczą liczne wota – świadectwa cudownych uzdrowień, których wciąż przybywa

Niedziela Ogólnopolska 34/2015, str. 26-27

[ TEMATY ]

historia

obraz

Matka Boża Częstochowska

obraz

Archiwum rodzinne

Moja babcia Pelagia przed wybuchem II wojny światowej

Moja babcia Pelagia przed wybuchem II wojny światowej

Nierzadko pamiątką pobytu w Częstochowie jest kopia wizerunku Bogurodzicy, którą pątnicy zabierają do swych domów. Tak też uczyniła moja babcia Pelagia Rutkowska z Cywińskich (1907-81), która w 1932 r. pielgrzymowała na Jasną Górę, kiedy uroczyście obchodzono 550. rocznicę obecności Cudownego Obrazu w częstochowskim sanktuarium. Przywiozła wtedy wyjątkowy obraz: wizerunek Maryi, dookoła którego umieszczonych było osiem rycin obrazujących ważniejsze chwile z jego dziejów, związanych zarówno z legendą, jak i z wydarzeniami historycznymi. Wśród nich jest m.in.: Najświętsza Rodzina przy stole, na którym później został namalowany obraz, św. Łukasz malujący obraz Bogurodzicy, książę opolski Władysław, który oddaje obraz Ojcom Paulinom (1382), napad husytów na Klasztor Jasnogórski (1430) i oblężenie szwedzkie (1655). Oprócz obrazu moja babcia przywiozła także wodę z cudownego źródełka. Obie te pamiątki miały w przyszłości stać się znakami cudownej pomocy Pani Jasnogórskiej.

Wywózka na przymusowe roboty

Kiedy wybuchła II wojna światowa, moi dziadkowie wraz z sześciorgiem dzieci w wieku od trzech do trzynastu lat zostali wywiezieni na przymusowe roboty do gospodarstwa rolnego zarządzanego przez Reinholda Hinza, w miejscowości Schönow (obecnie Jesionowo), niedaleko Pyrzyc. Nakaz wysiedlenia przywieziono w maju 1940 r. Moja babcia, będąca wtedy w stanie błogosławionym, pakując najpotrzebniejsze rzeczy, zdjęła ze ściany krzyż, zabrała też flakonik cudownej wody przywiezionej z Częstochowy. Rodzinę odtransportowano najpierw na dworzec kolejowy w Toruniu, a stamtąd wagonami towarowymi przewieziono na stację w Stargardzie Szczecińskim. Kiedy Reinhold Hinz przybył na dworzec, aby odebrać przypisanych mu robotników z Polski, był bardzo niezadowolony, bo zobaczył małe dzieci, niezdolne przecież do wytężonej pracy. Postanowił zabrać tylko rodziców, dzieci zaś miano odesłać do obozu. Wtedy dziadek Leon, mówiący biegle po niemiecku, ukląkł przed Hinzem i obejmując jego kolana, błagał z płaczem o nierozdzielanie rodziny. Obiecał, że będzie pracował również za swoje dzieci. Po namyśle niemiecki gospodarz zgodził się zabrać wszystkich. Tak rozpoczął się pięcioletni czas niedoli, naznaczony wieloma upokorzeniami. Ciężko pracowali nie tylko dziadkowie, ale i czworo najstarszych dzieci. Właściciele majątku wielokrotnie dawali odczuć swoją wyższość, podkreślali, że Polacy już zawsze będą musieli ciężko pracować na rzecz Niemców. Wypowiedź ta korespondowała z polityką Trzeciej Rzeszy, która zdecydowaną większość narodu polskiego określiła prawnie jako niewolników gospodarczych.

Cudowne przywrócenie do życia

Reklama

Wrogie nastawienie rodziny Hinza nieco się zmieniło z racji niecodziennego wydarzenia, które miało miejsce w połowie września 1940 r., kilkanaście dni po narodzinach mojej mamy Teresy. Tego dnia babcia nakarmiła córeczkę i położyła ją obok siebie, od czasu do czasu spoglądając na wątłe niemowlę. Po jakimś czasie zauważyła, że dziecko ma sine paluszki, nie oddycha, a jego ciałko jest zimne. Próbowała je reanimować, ale bez skutku. Usłyszawszy płacz i rozpaczliwe wołania babci, zbiegli się członkowie rodziny, także inni robotnicy pracujący w tym gospodarstwie. Wszyscy lamentowali, a babcia najbardziej martwiła się, że dziecko nie zostało jeszcze ochrzczone. Poprosiła wtedy, aby podano jej flakonik z wodą z Częstochowy. Odmówiła modlitwę, uczyniła znak krzyża na czole córeczki, a wodą zwilżyła jej usta. Po chwili, ku zdumieniu wszystkich, dziecko zaczęło poruszać wargami, jakby smakowało wodę. Babcia chwyciła niemowlę w objęcia i przytuliła mocno do serca. Wszyscy poklękali i wzruszeni, ze łzami w oczach, dziękowali Matce Najświętszej za cud przywrócenia maleńkiej Tereski do życia. Świadkiem tego zdarzenia był także Reinhold Hinz, który powiedział zmieszany: „To znak dla nas, Niemców”. Od tej chwili nie był już tak bezwzględny wobec polskiej rodziny, babcia otrzymywała trochę lepsze mleko dla dzieci, pozwolono też na uczestnictwo w niedzielnej Mszy św. Zanim po kilku latach rodzina mogła wrócić do domu, przyszło jej jeszcze nie raz doświadczać dramatycznych przeżyć, m.in. wtedy, gdy jeden z sowieckich żołnierzy, którzy pod koniec wojny przyjechali do niemieckiego gospodarstwa, chciał zastrzelić starszą siostrę mamy, kilkunastoletnią Irenkę, która tuląc się do rodziców, odmówiła mu wyjścia z domu. Na szczęście kolega owego sowieckiego żołnierza podbił mu rękę i kula trafiła w sufit.

Powrót

Wyniszczona pracą, osłabiona dramatycznymi wydarzeniami, ale silna wiarą w Bożą Opatrzność i nieustającą pomoc Matki Najświętszej, rodzina Rutkowskich wracała w lutym 1945 r. do swojego domu w miejscowości Brzezinko k. Torunia. Po drodze sowieccy żołnierze zabrali im konia, przywiązując w zamian do wozu wyniszczoną chabetę. Na moście toruńskim (obecnie noszącym imię Józefa Piłsudskiego) jeden z samochodów sowieckich uderzył w wóz dziadków, który zatrzymał się na krawędzi uszkodzonego mostu i tylko cudem nie wpadł do Wisły. Kiedy dziadkowie przybyli do domu, zastali puste wnętrza. Ich gospodarstwo, przed wojną wspaniale prosperujące, po ich wysiedleniu przejął gospodarz niemiecki, a pod koniec wojny, po ucieczce Niemców, w domu urządzono szpital polowy. Teraz nie było w nim nic poza pozostawionymi na podłodze bandażami. Zachowało się jedynie trochę pamiątek, rodzinnych sreber i innych kosztowności, które babci udało się jeszcze przed wyjazdem ukryć w ogrodzie pod krzewami owocowymi. Ocalał też obraz z wizerunkiem Pani Jasnogórskiej, który przez okres wojny przechowywał brat dziadka Franciszek. Pomału, choć z trudem, rodzina zaczynała nowe życie. Dziadek nie był już tak sprawny jak dawniej. W niewoli nabawił się choroby reumatycznej, z której mimo zabiegów szpitalnych nigdy się już nie wyleczył.

Cudowne ocalenie domu przez Matkę Bożą

Nadszedł sierpień 1948 r. Pogoda była piękna, więc jeszcze przed odpustem św. Rocha (16 sierpnia) udało się zebrać plony z pól. Odpustowe uroczystości, obchodzone zawsze w niedzielę, od lat gromadziły w Brzezinku przy maleńkiej XIX-wiecznej kapliczce z wizerunkiem świętego, stojącej na miejscu poprzedniej z ok. 1600 r., licznych wiernych. Babcia zawsze dekorowała wtedy kapliczkę pięknymi kwiatami. Następnego dnia było bardzo upalnie. Około południa dziadek wybrał się z synami na łąkę skosić trawę. W pewnej chwili, kiedy obejrzeli się w stronę domu, zauważyli ogień. Palił się stóg stojący obok stodoły wypełnionej po brzegi zbożem. Kiedy przybiegli, ogień zajął już stodołę i budynki gospodarcze. W krótkim czasie zbiegli się sąsiedzi, aby pomóc w gaszeniu pożaru, przyjechało też kilka wozów straży pożarnej, ale nie udawało się opanować żywiołu. Sytuację pogarszał silny wiatr, który znosił potężne smugi ognia na budynek mieszkalny. Z domu wynoszono w pośpiechu najważniejsze rzeczy, niektóre wyrzucano przez okna, wydawało się, że domu mieszkalnego nie da się już uratować. Wtedy moja babcia przybiegła ze wspomnianym obrazem Matki Bożej Częstochowskiej i postawiła go przed domem, jakby naprzeciw ognia. W tej samej chwili płomienie się odwróciły. Dla wszystkich świadków tego zdarzenia był to wyraźny znak ingerencji Matki Najświętszej. Sąsiedzi z bardziej odległych domostw, którzy obserwowali z daleka, co się dzieje, mówili ponoć: „Pewnie wystawiono obraz święty”.

Nigdy nie wygra ten, kto walczy z Krzyżem

Dzisiaj ten sam obraz Matki Bożej Częstochowskiej, jako jedna z najcenniejszych rodzinnych pamiątek, wisi na ścianie w moim domu. Mam też krzyż, niegdyś należący do moich dziadków, który podarowali im kuzyni mieszkający w Niemczech. Przed wojną krzyż ten wisiał w jednej z berlińskich szkół, ale po rozkazie Hitlera, który nakazał zrzucanie krzyży ze ścian, został stamtąd usunięty. Mój dziadek, przyjmując go, powiedział: „Nigdy nie wygra wojny ten, kto walczy z Krzyżem”. Słowa te potwierdziła historia. Podobnie nie odnieśli zwycięstwa ci, którzy próbowali podeptać cześć Matki Bożej Jasnogórskiej. Ślady miecza na Jej twarzy, stanowiące wymowne znaki tajemnicy Krzyża i cierpienia, wbrew zakusom zła, niejednokrotnie stawały się pomocą i budziły w sercach Polaków nadzieję na ocalenie. Taką pomoc okazała też Niepokalana rodzinie mojej babci, która zawsze wierzyła głęboko, że Maryja, jako nasza Najlepsza Matka, nieustannie oręduje za każdym, kto się do Niej z ufnością ucieka.

2015-08-19 09:30

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Tobie, Maryjo, zawierzam

2020-09-02 10:38

Niedziela lubelska 36/2020, str. III

[ TEMATY ]

obraz

Matka Boża

obraz

Chełm

Tadeusz Boniecki

Matka Boża Chełmska

Matka Boża Chełmska

Łaskami słynący obraz Matki Bożej związany jest z Chełmem od XIII wieku.

Obraz Matki Bożej Chełmskiej to jedno z ważniejszych dzieł sztuki bizantyjskiej. Nie znamy autora oryginału, który powstał prawdopodobnie w X wieku.

Chełmska Pani

Wizerunek Maryi z Dzieciątkiem Jezus został namalowany na płótnie rozciągniętym na cyprysowej desce. Wygląd opisał w XVII wieku Jakub Susza. Obraz ukazuje postać Bogarodzicy trzymającej swego Syna. Postacie odziane są w ciemnoczerwone szaty, z elementami błękitu, przetykane złotem. Na posrebrzanym tle widnieją kwiaty. W późniejszych wiekach Maryja doczekała się złotej sukienki, wysadzanej drogocennymi kamieniami. Od XVI wieku obrazem opiekowali się unici z zakonu bazylianów. Wstawiennictwu Chełmskiej Pani przypisywane jest zwycięstwo Jana Kazimierza nad wojskami Bohdana Chmielnickiego w 1651 r. pod Beresteczkiem. Pierwsza koronacja odbyła się w 1765 r.

W 1915 r. duchowni prawosławni ewakuujący się z Chełma przed frontem wywieźli obraz w głąb Rosji. Od tego czasu uważano go za zaginiony. Wrócił na krótko do miasta we wrześniu 1943 r. Umieszczono go w dawnej katedrze unickiej, zamienionej przez prawosławnych Ukraińców na sobór. Obraz został ponownie wywieziony za wschodnią granicę w 1945 r. W latach 90. XX wieku ujawniono jego istnienie. Obecnie dzieło uważane za oryginalny wizerunek Matki Bożej Chełmskiej znajduje się w Muzeum Ikony Wołyńskiej w Łucku na Ukrainie.

255 lat temu odbyła się koronacja obrazu Matki Bożej Chełmskiej.

Renowacja obrazu

W sanktuarium na Górze Chełmskiej wierni modlą się przed repliką cudownego obrazu, wykonaną przez Władysława Ukleję w 1938 r. Obraz koronował w 1946 r. ówczesny biskup lubelski Stefan Wyszyński. W 1957 r. miała miejsce ponowna koronacja. Po tym, jak z obrazu skradziono korony, nowymi wizerunek Maryi ozdobił bp Piotr Kałwa. Z powodu upływu czasu, ale też z okazji 255. rocznicy pierwszej koronacji, wiosną i wczesnym latem tego roku została przeprowadzona konserwacja obrazu. Jego renowacji podjęli się Andrzej Lasek i Monika Stachurska. Konserwację sukienki, wyhaftowanej na koronację w 1957 r. przez siostry felicjanki z Warszawy, przeprowadziła Akademia Sztuk Pięknych ze stolicy. Odnowioną szatę dodatkowo ozdobiono kosztownymi wotami. Jeden z pierścionków został przekazany Matce Bożej przez nawróconego masona. Łaskami słynący obraz został ponownie umieszczony we wnęce ołtarzowej, przygotowanej przez chełmskiego złotnika Kazimierza Kaszubę.

Rocznica koronacji

Duchowe przygotowania do 255. rocznicy koronacji rozpoczęły się w lipcu. W parafiach ziemi chełmskiej trwa peregrynacja kopii obrazu Matki Bożej. W wakacyjne wtorki w sanktuarium na Chełmskiej Górze ks. inf. Kazimierz Bownik poprowadził nowennę, której przyświecała myśl kard. Stefana Wyszyńskiego: Wszystko postawiłem na Maryję. 7 lipca 1946 r. podczas koronacji biskup lubelski dokonał aktu poświęcenia Polski Niepokalanemu Sercu Maryi. Zostanie on ponowiony podczas wrześniowych uroczystości odpustowych.

Od 29 sierpnia do 6 września trwa kolejna nowenna do Matki Bożej Chełmskiej. 4 września rozpocznie się triduum przed odpustem. Poprowadzi je ks. Krzysztof Gałan, dyrektor Wydziału ds. Wychowania Katolickiego Kurii Metropolitalnej w Lublinie. W tych dniach po Eucharystii o godz. 18 zaplanowane są procesja różańcowa z ikoną Matki Bożej po rosarium oraz apel maryjny. Centralne uroczystości pod hasłem: Tobie, Maryjo, zawierzam odbędą się w dniach 7-8 września. Głównym celebransem Sumy odpustowej będzie bp Andrzej Jeż, ordynariusz diecezji tarnowskiej.

Więcej na: www.bazylika.net

CZYTAJ DALEJ

PRENUMERATA TYGODNIKA KATOLICKIEGO „NIEDZIELA”

JAK ZAMÓWIĆ PRENUMERATĘ „NIEDZIELI”

PRENUMERATA KRAJOWA
494,00 zł roczna
247,00 zł półroczna
123,50 zł kwartalna

Cena prenumeraty zawiera koszt wysyłki 1 egzemplarza.

Numer konta dla prenumeraty krajowej (złotówkowe):
86 1020 1664 0000 3102 0019 7418

PRENUMERATA ZAGRANICZNA (kwartalna)
237,90 zł pocztą zwykłą do krajów Europy
285,87 zł pocztą lotniczą do krajów Europy
285,87 zł pocztą lotniczą do krajów Ameryki

Przy zamawianiu prenumeraty zagranicznej półrocznej należy kwotę za prenumeratę kwartalną pomnożyć przez 2, a zagranicznej rocznej – przez 4.
Numer konta dla prenumeraty zagranicznej (dla wpłat złotówkowych):
kod BIC (SWIFT) BPKOPLPW PL 86 1020 1664 0000 3102 0019 7418

Zamów

TELEFONICZNIE:
tel. (34) 324-36-45,
centrala: tel. (34) 369-43-00
lub (34) 365-19-17

LISTOWNIE:
Redakcja Tygodnika Katolickiego „Niedziela”
ul. 3 Maja 12,
42-200 Częstochowa

E-MAILEM:
kolportaz.niedziela@niedziela.pl

Wpłaty należy kierować na konto:
PKO BP I/O Częstochowa 86 1020 1664 0000 3102 0019 7418
lub przekazem pocztowym pod adresem Redakcji:
Tygodnik Katolicki „Niedziela”
ul. 3 Maja 12,
42-200 Częstochowa.
W tytule przelewu należy wpisać rodzaj prenumeraty i edycję diecezjalną, którą chcą Państwo zamówić.

CZYTAJ DALEJ

Abp Kupny: "Dziękuję Bogu za tak wielu szlachetnych ludzi..."

2020-10-01 21:39

ks. Łukasz Romańczuk

Ks. abp Józef Kupny przewodniczył dziś w Katedrze wrocławskiej, Mszy św. w intencji mieszkańców Wrocławia. W sposób szczególny pamiętano o zmarłych w wyniku COVID-19 i tych, służących innym w czasie pandemii. Uroczystość ta odbyła się w ramach 38. Wrocławskiej Księgi Pamięci.

Wszystkich zgromadzonych na liturgii przywitał proboszcz katedry, ks. kan. Paweł Cembrowicz. W wygłoszonej homilii, ks. abp Józef Kupny przestrzegał przed spostrzeganiem Pisma Świętego jako dzieła historyczne, co może prowadzić do odbierania go jako wydarzenia minione, nie mające żadnego odniesienia do współczesności.

Przy takim podejściu gubi się kerygmatyczny charakter Pisma Świętego. Przestaje ono być orędziem Boga skierowanym do człowieka każdej epoki i czasu - mówił.

Odnosząc się do przeczytanej chwilę wcześniej Ewangelii o wyznaczeniu 72 uczniów, metropolita wrocławski zwrócił uwagę na posłanie wybranych uczniów, których zadaniem była pomoc apostołom w ich działaniu.

- Tamto wydarzenie uświadamia nam jak ważna jest dzisiaj, w czasie trwającej pandemii, współpraca, wzajemna pomoc, solidarność - powiedział.

W swoich dalszych słowach, abp Kupny skierował słowa szacunku do osób, które służą chorym, narażając przy tym swoje życie i zdrowie.

– Dziękuję Bogu za tak wielu szlachetnych ludzi, którzy w ostatnim czasie wypełniali misję, jaką jest troska o zdrowie innych i walka z epidemią. Być może byli wśród nich tacy, z którymi w wielu sprawach się nie zgadzaliśmy. Być może dzieliły nas poglądy, przekonania, a nawet różniła nas wyznawana wiara - zauważył ks. abp i kontynuując powiedział - Jednak to, co się wydarzyło, wspólna służba chorym, nauczyła nas szacunku dla każdego człowieka i dobrze by było, gdyby ta postawa w naszym mieście i społeczeństwie przetrwała.

Metropolita wrocławski przywołał trudny czas lockdownu i tych, którzy angażowali się w pomoc, a niekoniecznie byli związani ze służbą zdrowia.

- Myślę o tych, którzy przygotowywali i dowozili posiłki dla pracowników służby zdrowia, szyli maseczki. Myślę o dziennikarzach, którzy dbali o to, by głos lekarzy słyszało społeczeństwo. Myślę o tych, którzy zgłaszali się jako wolontariusze do opieki nad chorymi, kupowali sprzęt medyczny, robili zakupy dla pozostających w domu - wyliczał abp Kupny.

Kontynuując, hierarcha zwrócił uwagę, że zaangażowanie wielu ludzi, w tym trudnym czasie, uzmysłowiło potrzebę pomocy drugiemu człowiekowi i pokazało pewnego rodzaju zależność od siebie.

Ks. Arcybiskup odniósł się także do kwestii duchowych.

- Zaczęliśmy dostrzegać wartość prostych gestów i słów. Przekonaliśmy się, że rzeczywistość wirtualna nie zastąpi spotkania z drugim twarzą w twarz. A oglądanie Mszy św. w telewizji nie nakarmi naszej duszy - mówił.

Podczas Mszy św. zbierane były pieniądze na zakup nawilżaczy z jonizatorem dla jednego z domów pomocy społecznej. Po zakończonej Eucharystii wręczone zostały statuetki SuperDiament i Laury Wrocławia.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Przejdź teraz
REKLAMA: Artykuł wyświetli się za 15 sekund

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję