Reklama

Nie taki zimny drań

2016-03-16 08:51

Wojciech Dudkiewicz
Niedziela Ogólnopolska 12/2016, str. 44-45

Dorys/oprac Czeslaw Czaplinski/FOTONOVA

Eugeniusz Bodo, największy gwiazdor przedwojennego kina i kabaretu, bożyszcze tłumów, doczekał się filmowej biografii, i to w kilkunastu odcinkach

Życie Eugeniusza Bodo, najbardziej dziś rozpoznawalnego amanta przedwojennego ekranu, świetnie nadaje się na opowieść rozłożoną na wiele części. Niepozbawiony wielkiego talentu aktor trafia do fascynującego i wielobarwnego świata międzywojennego show-biznesu. Obraca się w środowisku tworzonym przez dopiero co narodzone gwiazdy, m.in. Adolfa Dymszę, Konrada Toma, Aleksandra Żabczyńskiego. Z czasem przerasta większość z nich.

Tuż przed wybuchem II wojny światowej Bodo był u szczytu popularności. Był królem życia, elegancji – zaliczano go do najbardziej eleganckich warszawiaków – idolem mężczyzn, lwem salonowym, ulubieńcem kobiet, żywą legendą kina. Ale życie zakończył tragicznie – chory, wyniszczony w sowieckim łagrze. Taki też, słodko-gorzki – jak przyznaje współautor i reżyser Michał Kwieciński – jest serial „Bodo”.

Adept na gigancie

Serial jest tylko inspirowany biografią Eugeniusza Bodo, niektóre wątki i zdarzenia zostały z konieczności wymyślone. Szczególnie trudne do odtworzenia są początki kariery artysty, gdyż niewiele wiadomo o jego młodości w Łodzi, występach w Lublinie czy Poznaniu. Pierwsze lata pięcia się na szczyt młodego aktora wymagały dużej wyobraźni autorów serialu, dlatego muszą oni liczyć na wyrozumiałość widzów – że nie będą ich rozliczać z każdego faktu i szczegółu.

Reklama

W pierwszym odcinku oglądamy dojrzewającego chłopaka, który od sumiennej nauki woli taneczne i aktorskie ćwiczenia i marzenia o wielkiej karierze. Jest zakompleksiony, niezadowolony ze swojego wyglądu. Ale na scenie jest inaczej, lepiej i ciekawiej niż w życiu. – Gdy gram, to ludzie oklaskują to, co robię, a nie to, kim jestem – mówi do kolegi.

To prosta droga do porzucenia szkoły i marzeń matki o karierze syna jako prawnika czy lekarza. I prosta droga do skazania się przez Eugeniusza Bodo na niepewny chleb. Gdy Eugene Bogdan Junod (bo tak naprawdę się nazywał, pseudonim „Bodo” powstał z połączenia imion jego i matki – Bogdan i Dorota) miał 18 lat, uciekł z domu do Poznania i – po epizodzie pracy jako bileter – zaczął występować w tamtejszym teatrze. Jak niepewny jest zawód aktora, miał okazję obserwować wcześniej w teatrze swojego ojca, Teodora Junoda, z urodzenia Szwajcara. Nie zniechęciło go to.

W paryskim stylu

W Warszawie zadebiutował w 1919 r. w teatrze Sfinks. Po kilku miesiącach przeniósł się na scenkę Bagateli, zaczął odnosić pierwsze sukcesy, i to nie byle gdzie – w teatrzyku Qui Pro Quo, wylęgarni talentów, z którym był związany, póki nie znalazł się w konkurencyjnym rewiowym Perskim Oku.

W późniejszych latach był gwiazdą Morskiego Oka, czyli „nadwiślańskiej rewii w paryskim stylu”, potem Cyganerii, Cyrulika Warszawskiego i Wielkiej Rewii. Sukcesy sceniczne wzmacniały liczne filmy, w których występował. Po debiucie w „Rywalach” w 1925 r. zagrał jeszcze w 30 innych filmach.

Jedną z najbardziej znanych ról wykreował w filmie „Piętro wyżej”. To historia mieszkających w tej samej kamienicy dwóch Pączków: Hipolita, wielbiciela muzyki poważnej, oraz Henryka (Bodo) spikera radiowego, amatora muzyki rozrywkowej. Obaj w swoich mieszkaniach urządzają koncerty, bardzo często jednocześnie. Z filmu pochodzą wielkie przeboje Bodo: „Umówiłem się z nią na dziewiątą” i „Sex appeal”. Z filmu „Paweł i Gaweł” pochodzi szlagier „Ach, śpij, kochanie”, a z „Pieśniarza Warszawy” – „Już taki jestem zimny drań”.

Czarne perły

W „Czarnej perle” z 1934 r. Bodo wystąpił razem z tahitańską aktorką i tancerką Reri, właśc. Anne Chevalier, którą poznał podczas jej pobytu w Warszawie i z którą prywatnie połączył go romans. Bodo spotykał się także m.in. z Norą Ney (Sonią Nejman) i Zulą Pogorzelską, ale nigdy się nie ożenił.

Mówił, że jego największą miłością są matka (coś w tym było, był z nią naprawdę blisko związany) i pies, ogromny łaciaty dog arlekin, podarowany mu przez matkę. Sambo chodził ze swoim panem wszędzie, nie wyłączając restauracji. Gdy ludzie bali się psa, Bodo zwykł mówić: „Proszę się nie bać, Sambo zjadł już kilka osób na śniadanie”.

Lubił grać, zmyślać, a co najmniej koloryzować. Przy okazji kręcenia filmu „Amerykańska awantura” opowiadał dziennikarzom, że w czasie zdjęć w USA w Harlemie napadli go Murzyni. Zostawili go w samych majtkach i tak musiał wracać do hotelu… Rzeczywistość była bardziej banalna: film kręcono w Gdańsku i nie było tam ani Murzynów, ani napadu.

Bodo był także udziałowcem przemysłu rozrywkowego. W 1931 r. założył wytwórnię B.W.B. Film, a w 1933 r. – Uranię. Nazwa upamiętniała kino założone przez jego ojca, w którym występował jako dziecko. Pół roku przed wybuchem wojny aktor uruchomił luksusową Café-Bodo, która kilka miesięcy później miała stać się zalążkiem słynnej kawiarni „U Aktorek”.

Po polsku i po rosyjsku

Wojna przerwała jego szerokie plany i najpewniej także rozwój artystyczny. Z czasem, jak widać w niektórych filmach, w aktorze rewiowym i komediowym zaczął się odzywać talent dramatyczny. Bodo podpisał umowę z nowym kabaretem Tip-Top i rozpoczął zdjęcia do międzynarodowej produkcji „Uwaga, szpieg”, której był reżyserem. Filmu, w którym Bodo grał też asa wywiadu, nie dokończono.

Ten film stał się najpewniej powodem nagłego wyjazdu Bodo z Warszawy po niemieckiej agresji na Polskę – miał wydźwięk antyniemiecki, dlatego aktor mógł spodziewać się represji. Z falą uchodźców we wrześniu 1939 r. wyjechał do Lwowa, wkrótce zajętego przez Sowietów.

Tu nie przestał być aktorem. Występował w sali kina Stylowy razem m.in. z Gwidonem Boruckim, Feliksem Konarskim i Mieczysławem Foggiem. Występował w zespole „Tea-Jazz” prowadzonym przez Henryka Warsa, działającym za zgodą władz sowieckich. Śpiewał po polsku i po rosyjsku, jeździł z „Tea-Jazzem” między Lwowem i Moskwą.

Chociaż miał dwa paszporty – polski i szwajcarski, bez wątpienia czuł się Polakiem. Ale zachował też – pisze Ryszard Wolański, autor biografii „Eugeniusz Bodo. Już taki jestem zimny drań”– przynależność do ojczyzny Wilhelma Tella – z czego był bardzo dumny. Teraz starał się to wykorzystać.

Uwaga na szpiega

Zaczął mówić o wyjeździe do Ameryki, a paszport neutralnej Szwajcarii i wstawiennictwo ambasady tego kraju powinny były mu to ułatwić. Niestety: nie wtedy i nie w Sowietach. W czerwcu 1941 r. został aresztowany, przewieziony do Moskwy i poddany wielomiesięcznemu śledztwu. Dla NKWD deklaracje Bodo, że jest obywatelem Szwajcarii, jego znajomość kilku języków i pobyty w Niemczech mogły świadczyć tylko o jednym: musiał być szpiegiem.

– Nie mieściło się enkawudzistom w głowie, że można być sławnym polskim aktorem, obywatelem Szwajcarii, mieszkać wśród Niemców i z łatwością porozumiewać się w ich języku – twierdzi Ryszard Wolański. – Że można spędzać urlop we Włoszech, mieć żydowskich przyjaciół, wyjeżdżać na wycieczki do Francji, kręcić filmy w Afryce i Ameryce, mówić świetnie po rosyjsku, śpiewać dla szerokiej publiczności od zachodu po wschód Europy...

Dowodów na to, że aktor był niemieckim szpiegiem, nie znaleziono. Skoro jednak polska ambasada bardzo interesowała się losami niejakiego Junoda-Bodo, na wszelki wypadek dobrze było uznać go za podejrzanego o działalność wywiadowczą na korzyść Polski i Niemiec.

Uwolniony po śmierci

W styczniu 1943 r. skazano aktora na pięć lat obozu pracy poprawczej za szpiegostwo. Kilka miesięcy później trafił do łagru w Kotłasie k. Archangielska. W czerwcu 1943 r. władze więzienne stwierdziły jego niezdolność do pracy i nieuleczalną w warunkach więziennych chorobę, dlatego skierowały jego sprawę do ułaskawienia. Aktu łaski Bodo jednak nie doczekał. Zmarł na początku października 1943 r. Pochowano go w anonimowym zbiorowym grobie.

Ale o tym wszystkim dowiedzieliśmy się dopiero w latach 90. ubiegłego wieku. W czasach PRL ostatnie lata życia Eugeniusza Bodo owiane były tajemnicą. W 1991 r. na podstawie art. 3 Ustawy Federacji Rosyjskiej „O rehabilitacji ofiar represji politycznych” artysta został zrehabilitowany. Na ostatnich zachowanych zdjęciach widać go jako wychudzonego mężczyznę, w którym z trudnością można rozpoznać wielkiego polskiego gwiazdora.

Ostatnie tygodnie życia Eugeniusza Bodo pokazał w filmie dokumentalnym „Za winy niepopełnione” Stanisław Janicki. – Dla mnie najbardziej wstrząsające w relacjach świadków było to, że on przez te prawie dwa lata od aresztowania nie zdjął płaszcza, w którym został zabrany – mówił Janicki dziennikarzom. – To znaczy, że człowiek naprawdę się nie poddaje...

Serial „Bodo” zaczyna się od sceny, w której aktor jest już w rękach Sowietów, a reszta to retrospekcja. Jednak całość, także zakończenie – jak zapewnia Michał Kwieciński – nie jest przesiąknięta martyrologią. O szczegółach ostatnich lat życia aktora widzowie pewnie będą musieli sobie doczytać.

Tagi:
film kino teatr telewizja

Reklama

"Powołany" - film ukazujący wartość kapłaństwa

2019-10-15 07:16

Materiał prasowy

"Powołany” to powstający film dokumentalny opowiadający o miłości i mocy Bożej ukazującej wartość kapłaństwa przez pryzmat świadectw osób świeckich.

Przedstawimy w nim unikatowe historie ludzi, którzy doświadczyli wyjątkowego spotkania z żywym Bogiem poprzez posługę kapłanów, które zmieniło ich dotychczasowe życie. Filmowy obraz będzie wprowadzał w tajemnicę złożenia przez Boga szczególnego daru, który niosą kapłani. Film będzie przeprowadzał widza przez najważniejsze posługi zlecone kapłanom przez samego Boga, takie jak: głoszenie Słowa Bożego, sakrament Chrztu świętego, sakrament pojednania i pokuty, sakrament Eucharystii, modlitwa o uzdrowienie, modlitwa o uwolnienie i egzorcyzm, ochrona życia poczętego, posługa miłosierdzia, opieki rodzin oraz przygotowania do śmierci.W filmie wystąpią uznani kapłani, osoby konsekrowane i stygmatycy, tacy jak: brat Elia, o. James Manjackal, o. John Bashobora, ks. Dominik Chmielewski, o. Antonello i Henrique, ks. Marek, Dziewiecki. ks. Tomasz Kancelarczyk, ks. Radosław Siwiński i wielu innych.W warstwie dokumentalnej zobaczymy niesamowite historie osób świeckich, którzy namacalnie doświadczyli spotkania z żywym Bogiem poprzez posługę kapłanów.

Dlaczego chcemy zrealizować ten projekt?

Widzimy ogromną potrzebę zrealizowania filmu, który na nowo pokaże wielu ludziom wartość sakramentu kapłaństwa. Myślimy tutaj zarówno o Polsce jak i całym świecie. Nasz film ma na celu przybliżyć ludzi do Boga a w następstwie zmianę stylu życia, na taki który będzie przepełniony miłością i szacunkiem do drugiego człowieka. W filmie pokazujemy ludzi, których życie było pozbawione Boga oraz do czego to doprowadziło. W każdej z tych historii widz może odnaleźć cząstkę siebie i zestawić z swoim życiem. Chcemy, żeby ten film dotarł do ludzi wierzących jak i niewierzących. Żeby był umocnieniem wiary dla ludzi świeckich jak i kapłanów. Iskrą zapalającą osobową relację z Bogiem u tych, którzy ją utracili lub dopiero jej poszukują. Uświadomieniem jak wygląda życie bez Boga a jak nabiera sensu kiedy zwracamy się do stwórcy. Ten film będzie źródłem wiary dla każdego człowieka.

Więcej informacji na katolikwspiera Zobacz

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Podajemy datę i miejsce beatyfikacji kard. Wyszyńskiego!

2019-10-21 13:06

Damian Krawczykowski/Niedziela

Kard. Kazimierz Nycz na specjalnie zwołanym briefingu poinformował o dacie i miejscu beatyfikacji kard. Stefana Wyszyńskiego.

Archiwum Instytutu Prymasa Wyszyńskiego
„Miłość jest niejako dowodem osobistym naszego pochodzenia z Boga-Miłości, jest znakiem rozpoznawczym naszego synostwa Bożego” – kard. Stefan Wyszyński

Briefing, na który zapraszał ks. Przemysław Śliwiński rzecznik prasowy Archidiecezji Warszawskiej rozpoczął się o godz. 13.00 w Sali Konferencyjnej Domu Arcybiskupów Warszawskich. Kard. Nycz ogłosił na nim, że beatyfikacja kard. Wyszyńskiego odbędzie się: 07.06.2020 r. w Warszawie na Placu Piłsudskiego.

Jego działanie i sposób bycia Kościołem, jego miłość do Kościoła i Matki Najświętszej, miłość do ojczyzny, jest aktualna i ponadczasowa. - mówił już przy okazji informacji o zakończeniu procesu beatyfikacyjnego kard. Nycz.


Logo beatyfikacyjne

Archidiecezja warszawska uruchomiła jednocześnie stronę internetową poświęconą uroczystości pod adresem Zobacz.

Jak dodał: Niektóre wymiary jego osobowości i świętości, może mniej znane ale wydobyte w Positio, są bardzo aktualne także dziś. Chciałbym podkreślić bardzo mocno jego miłość do wszystkich, aż do miłości nieprzyjaciół. To był prymas, biskup, ksiądz, człowiek, który na serio brał Ewangelię i współcześnie dziś bardzo wiele od niego możemy się nauczyć, zwłaszcza kiedy przychodzi nam pokusa etykietowania i dzielenia w duchu dobry - zły. Bo w tym jesteśmy dość dobrzy. Natomiast trzeba wczytać się w Prymasa i zobaczyć, co on mówił wtedy, kiedy naprawdę miał wokół siebie ludzi, którzy wcale nie byli mu życzliwi, byli jego prześladowcami, wrogami, więzili go, ale nigdy nienawistnego słowa do nich i o nich nie mówił.

Proces beatyfikacyjny Prymasa Tysiąclecia na etapie diecezjalnym rozpoczął się 20 maja 1989 r. a zakończył 6 lutego 2001 r. Watykańska część procesu beatyfikacyjnego rozpoczęła się 7 czerwca 2001 r. oficjalnym otwarciem akt beatyfikacyjnych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Senat RP: rok 2020 będzie Rokiem o. Józefa Marii Bocheńskiego

2019-10-21 17:04

lk / Warszawa (KAI)

Senat RP przyjął uchwałę w sprawie ustanowienia roku 2020 Rokiem Ojca Józefa Marii Bocheńskiego. W dniu 8 lutego przyszłego roku przypadnie 25. rocznica śmierci wybitnego dominikanina-filozofa.

Archiwum autora

W uchwale senatorowie podkreślili, że o. Józef Maria Bocheński OP zajmuje wyjątkowe miejsce wśród polskich uczonych, reprezentując najważniejszą polską szkołę filozoficzną, zwaną lwowsko-warszawską.

O. Bocheński urodził się 30 sierpnia 1902 r. w Czuszowie, a zmarł 8 lutego 1995 r. w szwajcarskim Fryburgu. Studiował prawo na Uniwersytecie Jana Kazimierza we Lwowie, ekonomię na Uniwersytecie w Poznaniu, filozofię we Fryburgu, teologię w Rzymie.

W 1926 wstąpił do seminarium, a potem do Zakonu Kaznodziejskiego św. Dominika. W latach 1934–1940 był profesorem logiki w Angelicum w Rzymie. Habilitował się z logiki w 1938 r. na Uniwersytecie Jagiellońskim. Od 1945 r. był profesorem na Uniwersytecie we Fryburgu, na którym w latach 1964–1966 pełnił urząd rektora.

Walczył podczas wojen w 1920 i 1939 roku. W stopniu podpułkownika służył jako kapelan w II Korpusie gen. Władysława Andersa („De virtute militari. Zarys etyki wojskowej”, Kraków 1993). Brał udział w bitwie o Monte Cassino.

Po wojnie o. Bocheński pozostał na emigracji. Jest znany w świecie jako zwolennik filozofii analitycznej. Podejmował próby modernizacji tomizmu za pomocą logiki formalnej („Logika religii”, Warszawa 1990, „Istota i istnienie Boga”, 1993). Jego prace zostały opublikowane w ponadmilionowym nakładzie w wielu krajach, co jest bardzo rzadkie w przypadku filozofów.

Osobną częścią dorobku o. Bocheńskiego są naukowe analizy marksizmu-leninizmu („Lewica, religia, sowietologia”, Warszawa 1996). Na Zachodzie był uważany za głównego znawcę filozoficznych problemów marksizmu. Był także założycielem Instytutu Europy Wschodniej oraz wydawcą ponad 50 tomów monografii w serii „Sovietica” oraz 35 roczników kwartalnika „Studies in Soviet Thought”.

Bibliografia prac dominikanina obejmuje ponad 100 publikacji książkowych, z których ponad 20 przetłumaczono na język polski.

"Całe życie bronił prawd wiary, praw logiki oraz wspierał Polaków walczących o wolność" - podkreślono w przyjętej uchwale.

Senat RP ustanowił zatem rok 2020 Rokiem Ojca Józefa Marii Bocheńskiego, aby w 25. rocznicę śmierci "oddać hołd temu wybitnemu naukowcowi, kapłanowi i patriocie".

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem