Reklama

Jan Kobuszewski został ocalony z aborcji

2019-09-28 14:22

Artur Stelmasiak

Artur Stelmasiak/Niedziela

W wieku 85 lat odszedł wybitny aktor Jan Kobuszewski. Jego odejście to wielka strata dla polskiej kultury. Strata mogłaby być znacznie większa, bo lekarze chcieli zabić Kobuszewskiego zanim się narodził.

To było w 1933 roku, gdy Alicja Kobuszewska zaszła w ciążę. Z uwagi na późny wiek matki, chorobę nerek i tzw. "ciążę zagrażającą jej życiu", lekarze zgodnie naciskali na dokonanie aborcji. – Prędzej sama umrę, niż miałabym własne dziecko zgładzić – odpowiedziała Alicja Kobuszewska. Gdy 19 kwietnia 1934 r. przyszedł na świat cały i zdrowy Janek – lekarze uznali to za cud.

Także rodzina odebrała szczęśliwy poród w kategoriach cudu. Krewni śmiali się, że mały Janek w przyszłości zostanie malarzem albo aktorem. Sam Kobuszewski myślał z kolei, że zostanie księdzem. Rodziną historię ze szczęśliwym zakończeniem znamy ze wspomnień siostry Jana Kobuszewskiego Hanny Zborowskiej. Rodzinna saga została wydana w książce pt. "Humor w genach".

Reklama

Historia Jana Kobuszewskiego bardzo dobitnie pokazuje, że historia człowieka zaczyna się od poczęcia. Natomiast aborcja nie jest tylko zabiciem pojedynczego człowieka, ale może być zbrodnią, którą odczuje cały naród i społeczeństwo. Nigdy nie wiem kogo zabijamy: Czy zabijamy profesora, czy sportowca, czy bohatera, czy wybitnego aktora?

Gdyby Alicja Kobuszewska uległa naciskom i presji "lekarzy", to zabiłaby również bardzo ważną część polskiej kultury, którą po mistrzowsku uprawiał śp. Jan Kobuszewski. Dlatego dziękując dziś Panu Bogu za życie śp. Jana warto też podziękować Stwórcy za jednoznaczną matczyną postawę Alicji Kobuszewskiej.

Tagi:
aktor

Reklama

Nie tylko Bagatela! Środowisko artystyczne mówi dość

2019-11-08 18:15

Zespół wPolityce.pl

Sytuacja Teatru Bagatela nie jest odosobnionym incydentem - napisano w liście otwartym środowiska artystycznego, pod którym podpisali się m.in. Agnieszka Holland, Grzegorz Jarzyna, Joanna Kos-Krauze. Aktorki Teatru Bagatela oskarżyły dyrektora Henryka Jacka Schoena o molestowanie.

screen gazeta.pl/YT / wPolityce.pl
Agnieszka Holland i Maja Ostaszewska

Osiem podwładnych i jedna była pracownica Teatru Bagatela zarzuciło dyrektorowi molestowanie i mobbing. Po otrzymaniu pisma w tej sprawie prezydent Krakowa Jacek Majchrowski złożył zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa nadużycia zależności służbowej. W czwartek prokuratura okręgowa poinformowała o wszczęciu śledztwa, które będzie prowadziła pod kątem mobbingu i molestowania seksualnego. Zarzuty te odparł Henryk Jacek Schoen, który w rozmowie z PAP zaprzeczył, by kiedykolwiek dopuszczał się nadużyć. W piątek złożył wniosek o udzielenie mu urlopu od 12 listopada.

My, przedstawicielki i przedstawiciele społeczności teatralnej, nie będziemy dłużej wspierać kultury milczenia. Sytuacja Teatru Bagatela nie jest odosobnionym incydentem. To nie jest problem, który zaczął się wraz z odważną decyzją członkiń krakowskiego zespołu - teatr funkcjonuje zgodnie ze ścisłą hierarchiczną logiką od dziesięcioleci, utrwalając cykl upokorzeń i nękania - napisano w liście podpisanym m.in. przez Agnieszkę Holland, Grzegorza Jarzynę, Joannę Kos-Krauze, Maję Ostaszewską.

Zdaniem autorów listu, „granica między ciałem postaci na scenie a ciałem prywatnym jest bardzo cienka, a molestowanie i seksizm często są chlebem powszednim aktorek i aktorów”.

To także kwestie, z którymi na co dzień borykają się wszyscy pracownicy i pracowniczki teatrów, niekoniecznie występujący na scenie - dodano.

Jak napisano, list ten „jest wyrazem solidarności z pracowniczkami teatru, które zdecydowały się zabrać głos w sprawie molestowań i mobbingu, a nie jest osobistym rozrachunkiem”.

Wszyscy ponosimy odpowiedzialność - czytamy w liście.

Dzisiaj naszym obowiązkiem jest zabrać głos. Także dlatego, aby zabranie głosu nie wiązało się ze środowiskowym wykluczeniem, zrujnowaną reputacją, ambicjami i karierą. Te głosy mają znaczenie i muszą zostać wysłuchane - podkreślono.

List podpisały również m.in. Zarząd Główny ZZ Aktorów Polskich, Zarząd ZZ Gildia Polskich Reżyserek i Reżyserów Teatralnych oraz Pogotowie Prawne Kultury Niepodległej i Zarząd Stowarzyszenia na rzecz Kultury Niepodległej.

Solidarność z kobietami pracującymi w Teatrze Bagatela wyraziła również dyrekcja i zespół Artystyczny Teatru Współczesnego w Szczecinie. W oświadczeniu napisano, że „w pełni solidaryzują się z kobietami pracującymi w Teatrze Bagatela w Krakowie w związku z zarzutami podniesionymi przez nie w piśmie do Urzędu Miasta Krakowa, dotyczącymi zachowań o podtekście seksualnym wobec nich, mogących mieć znamiona molestowania seksualnego w miejscu pracy, mobbingu i nierównego traktowania”.

Szanując zasady domniemania niewinności, uważamy, że najważniejsze obecnie jest stanąć po stronie osób, które podjęły bardzo trudną decyzję o nagłośnieniu tej sprawy - podkreślono.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Dlaczego nie lubią księży?

2019-11-05 12:48

Piotr Grzybowski
Niedziela Ogólnopolska 45/2019, str. 7

Krytyka Kościoła i jego pasterzy nie jest już chwilowym uniesieniem, emocją, lecz precyzyjnie zaplanowanym działaniem

Ks. Paweł Kłys

Obojętny, negatywny lub czasem nawet wrogi stosunek części społeczeństwa do duchowieństwa katolickiego staje się coraz bardziej powszechny. Znamienne przy tym, że jedynie katolickiego – w większości to Kościół katolicki podlega narastającej krytyce. Krytyce, która przeradza się ostatnio w jawną walkę.

Rozpoczęta przez zadeklarowanych ateistów – rozszerza się, obejmuje swym zasięgiem coraz szersze środowiska. Krytyka Kościoła i jego pasterzy nie jest już chwilowym uniesieniem, emocją, lecz precyzyjnie zaplanowanym działaniem wielu przywódców, grup, organizacji czy środowisk. Zostaje wpisana w programy wyborcze. Staje się podstawą budowy wizerunku czy manifestów politycznych i światopoglądowych. A wszystko jest wsparte siłą środków masowej komunikacji.

Działanie to zawsze ma swój precyzyjny scenariusz. Rozpoczyna się od wybrania celu. Stają się nim z reguły księża, którzy stanowią rdzeń Kościoła. Powszechnie uznani i szanowani. Za tym idzie krytyka ich nauczania. Pokrętne interpretacje – czy wręcz manipulacja – kazań i wystąpień. Często mianem „skandalu” określa się ich słowa płynące wprost z Ewangelii. Linczowi medialnemu poddaje się organizowanie pielgrzymek, które gromadzą setki tysięcy wiernych. Wszystko to, aby ośmieszyć, poniżyć i upokorzyć.

Dlaczego tak się dzieje? Co zachodzi w umysłach ludzi, którzy decydują się podjąć walkę z Kościołem? O co chodzi w ich działaniu? Dokąd się skierują w swych dalszych planach?

W większości przypadków motorem zła, które ich nakręca, jest olbrzymia chęć władzy – chęć rządzenia, panowania, kierowania, niezależnie od tego, co pod tymi pojęciami sami rozumieją.

Podnoszą bunt przeciw księżom, czując fizyczny strach przed ich wielką wiarą. Przed nauką, którą głoszą w imieniu Jezusa Chrystusa. Czują wyraźnie, że ci, którzy nie chcą władzy nad „rzędem dusz”, otrzymali ją i mają. Boją się ich wpływu na szerokie rzesze. Wiedzą bowiem, że to za ich przykładem gromadzi się coraz więcej młodych ludzi, którzy na kolanach oddają cześć Stwórcy. Boją się, że ta młodzież pójdzie za nimi, a nie za pseudowartościami ofiarowywanymi w wielu popularnych mediach. Boją się ponadto, że takie myślenie będzie się upowszechniać. Że rozścieli się po kraju i sprawi, iż ludzie staną się lepsi, uczciwsi. Że będą dalej jak przez wieki czcić Boga, a Jego naukę stosować w rodzinach, w miejscach pracy, w życiu społecznym.

Boją się w końcu, że kiedyś i ich żony, synowie i córki uznają, iż wartości przez nich głoszone są puste i niewarte zainteresowania. Że to, co oni z takim trudem budowali, co ciułaczym wysiłkiem zgromadzili, uznają za bezwartościowe, a w konsekwencji nie będą ich za te dokonania cenili. Boją się, że resztki ich pseudoautorytetu legną w gruzach. Że będą musieli oddać coś ze swego stanu posiadania, wycofać się ze swoich miałkich tez, które były napędem ich życia. Boją się w końcu, że będą musieli zostać tymi, których jedynie czasami udają. Ludźmi Chrystusowymi – chrześcijanami.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Papież na Cyprze w 2020 roku?

2019-11-18 20:09

pb (KAI/cyprus-mail.com/AP) / Watykan

Prezydent Cypru powiedział, że papież Franciszek przyjął jego zaproszenie do złożenia wizyty na Cyprze w przyszłym roku. Nikos Anastasiadis był dziś gościem Franciszka w Watykanie.

elpapacol/instagram

- Jesteśmy ogromnie zaszczyceni, że papież przyjął nasze zaproszenie. Obecność takiego przywódcy jak papież, osoby o głębokim człowieczeństwie i z nowoczesną wizją świata jest bardzo ważna w kontekście wysiłków Cypru w podejmowaniu dialogu międzyreligijnego, aby osiągnąć pokój i stabilizację na świecie - oświadczył szef państwa.

W 2002 r. Cypr, którego niemal 70 proc. mieszkańców należy do Kościoła prawosławnego, obchodzić będzie 60. rocznicę swej niepodległości. W 2010 r. wyspę odwiedził papież Benedykt XVI.

Cypr był pierwszym etapem podróży misyjnych św. Pawła Apostoła. Doprowadził tam on do nawrócenia rzymskiego gubernatora. Pierwszym biskupem wyspy był jednak - według tradycji - św. Łazarz, ten sam, którego Jezus Chrystus wskrzesił z martwych.

CZYTAJ DALEJ

Reklama

Reklama

Najczęściej czytane

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Redaktor Naczelna Tygodnika Katolickiego „Niedziela” wyznaczyła w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Rozumiem